Powiedziałem: znam takie miejsce, gdzie przychodzą umierać koty. Zapytałem: chcesz je zobaczyć? Odpowiedziała: nie chcę. Powiedziałem: jest czyste i ważne. Powiedziałem: jest jasne i pierwsze. Zapytałem: chcesz je zobaczyć? Odpowiedziała: nie chcę. Powiedziała to w taki sposób, że musiałem odwrócić się od niej. Od tamtej pory powoli zbliżam się do…
no dobra, starczy tego. przechodzę na jasną stronę mocy. wieczorno-ławkowe opierdalanie bombonierki z sąsiadką jest zdecydowanie lepsze niż obgryzanie paznokci do krwi.
i pomyśleć, że kochałam osobę, której nie znałam. która być może wcale nie istniała. którą wymyśliłam od początku do końca i wlałam w nią wszystko, czego zawsze pragnęłam. i przez tyle miesięcy łudziłam się, że w końcu znalazłam szczęście, którego nikt mi nie odbierze. bo przecież kocham i jestem kochana.…
wyciśnięto ze mnie tyle, ile się dało. sama się dałam. sama chciałam. – bierz ze mnie jeszcze, czerp ile chcesz, wszystko jest dla ciebie. kiedy po pół roku zaczęłam słabnąć, okazałam się niepotrzebna. wtedy po prostu – z dnia na dzień – wymieniono mnie na mocniejszy egzemplarz.
ze świata wszystko chcę. albo nie chcę nic wcale. ktoś kiedyś powiedział mi, że nigdy nie będę żyć spokojnie. że wszystko mną miota i szarpie. bo chcę za dużo, za mocno, za szybko. nie sądzę, ale ok. póki co – od kilku lat – to moje dziwne życie ryje we…
twój egocentryzm mnie poraża. i zmusza do powiedzenia pewnych rzeczy wprost – jak możesz sądzić, że piszę o tobie? że cierpię z twojego powodu? po tym co się wydarzyło – nie potrafię o tych dwóch latach myśleć inaczej niż z obrzydzeniem, wstydem i złością za tyle zmarnowanego czasu z osobą,…
może i ważę dziesięć ton, a kiedy się śmieję w moich oczach nadal widać smutek. może i jestem trudna, gwałtowna, mam skłonność do przesady i dramatyzowania. może oczekuję zbyt wiele, ale równie dużo potrafię dać. może chciałabym latać, ale póki co – chodzę.krok po kroku. zbliżałam się do ciebie. a…
a tymczasem pod moim balkonem przeszła osiedlowa parada w postaci orkiestry niemalże dętej i ekipy fikających czirliderek. pocieszne, ale i tak czekam na doroczną procesję wiernych jedynie słusznemu bogu. wyglądam ich tęsknie, jak zwykle z aparatem. taki jasny, przejrzysty dzień. wieszam pranie na balkonie. bratki pachną w skrzynkach. żyję sobie…
można stracić miłość, na której chciało się zbudować swoją resztę świata. można stracić przyjaźń, która okazała się jedynie czczą gadaniną o zasadach i lojalności. ale bez przesady – nie można stracić siebie. po prostu nie wypada.
o mnie się proszę nie martwić. zbytek łaski i nadmiar konwenansów. fakty pozostają faktami, ludzie ludźmi, a taborety – wiadomo, stoją twardo. generalnie – nic w przyrodzie nie ginie, zła karma powraca, a także cała reszta banałów, które można by tutaj mnożyć. tylko po co. idę dalej. mam ręce w kieszeniach i…
nosiłam cię w sobie jak płód. z każdym dniem rosło we mnie. uczucie. karmiłam cię sobą i nadawałam w myślach kolejne imiona. poronić cię po sześciu miesiącach jest mimo wszystko lżej niż całe zycie kochać i wychowywać martwe dziecko. jestem tylko trochę porozrywana. ale w końcu zarosnę.
wycięłam cię z siebie. z chirurgiczną precyzją, z rozległym marginesem zdrowej tkanki. na wszelki wypadek. by nie został po tobie żaden ślad. powinnam była to zrobić jakieś dwa lata temu. ale zapomniałam. o sobie.
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek