
siadam do kolejnej roboty. kubek kawy, kubek herbaty, w tle aga zaryan i kontrabas. a w głowie nie to, co powinno. cóż, trudno. jakos to będzie, czyly – jadziem z tym koksem!

w całkiem znośnym nastroju i bez mentalnych mdłości udałam się na wolę. odbębniłam, co było do odbębnienia, zainkasowałam i wybiegłam. tak, kupić coś, pocieszyć się, polepszyć sobie i w ogóle. melanie mazucco „tak ukochana” michel faber „szkarłatny płatek i biały” amelie nothomb „z pokorą i uniżeniem” irina dienieżkina „daj mi”…

dziś rano obudziłam się silniejsza. powietrze wokół jest jaśniejsze, pożyłkowane energią i zapachem. dobrze przylega do skóry. poruszam się pewnie. bez obawy, że upadnę. oto małe święto na najmniejszej wyspie archipelagu.

żyję, mam się całkiem nieźle, może nawet dobrze, co jednak nie przeszkadza mi odczuwać frustracji oraz innych farfocli mentalnych, jakże typowych dla mnie i w ogóle. nowi ludzie, nowe zlecenia, nowe powinności, nowy rok i ja zupełnie-ta-sama, wcale nie-ulepszona , nie-apdejtowana i w ogóle. ale to nic, jakoś będzie,…

w końcu zabraknie mi powietrza.
idę do szafy poszukać kreacji sylwestrowej. może nawet założę buciki i wezmę torebusię. raz w roku można, taknie?
i zacząć od nowa. nie mogę spać, więc siedzę. siedzę, jem macę i wzruszam się niemiłosiernie, słuchając duetu z 1973 roku. dalida & alain delon. „paroles, paroles”. to jest zajebiście piękna piosenka. naprawdę. Caramels, bonbons et chocolats Merci, pas pour moi Mais tu peux bien les offrir à une…

jako że wiatr grudniowy zwyobracał mię był na wszystkie strony i to w dodatku na ulicy, przeto z niekłamaną radością wróciłam do mego pudełka-na-końcu świata i zamknęłam się w nim. zamknęłam się terytorialnie (na zasuwkę) i mentalnie (w sobie). nie dobijać się, bo nie otworzę. postanowiłam, że długie zimowe wieczory…
powoli prostuję wszystkie stare ścieżki i wyznaczam nowe. te, jak zwykle, opłotkami i przez chaszcze. bo nadal boję się ruchliwych autostrad i zatłoczonych chodników. ale wiem, że w końcu dotrę tam, gdzie chcę. choć pewnie zajmie mi to duzo więcej czasu. ale nie szkodzi. przecież nigdzie sie nie spieszę. być…
wyniki miały być dziś po południu. ale nie odebrałam ich. może jutro. nawet perspektywa kawy z apeiro nie wyciagnęła mnie z domu. cały dzień spędziłam „pod stołem”. nie wyjdę. nie wyjdę. ps. pstryk! i znik. (czyli – znowu poszłam szukać bardziej pojemnej formy)

przecież nie z takich rzeczy wychodziłaś cało. baa-czność! wykonać, odmaszerować. apdejt z 22.45: [po butelce różowego wina] mojemu ciału nie może się przytrafić nic złego.
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek