skuszona wczorajszym słońcem i zwiedziona brakiem termometru zaokiennego, który w ostatniej chwili mógłby jeszcze powstrzymać moje galopujące myślenie życzeniowe – wyskoczyłam do pracy w kolekcji haute couture wiosna/lato 2008. no bo wiecie, globalne ocieplenie, ptaki prawie-że ćwierkają, więc luuz. szok termiczny przeżyłam już pod blokiem, ale ponieważ należę do tych…
nie, nie biorę udziału w konkursie na najbardziej blogusiowego blogusia. nie ścigam się na zajefajne noteczki, poetyckie frazy czy osobiste dramaty. nie walczę o smsowe uznanie dla siebie, swojego życia i swoich bzdur.ale mogę wam – zupełnie gratis – powiedzieć, co lubię. lubię zapach gazu, benzyny i roztopionej smoły. lubię…
przyśnił mi się mój brat. jako śmiertelnie chory i zbolały człowiek, któremu nocą podaję leki. i pies, który sra dywan i gryzie mnie po rękach, kiedy próbuję wyprowadzić go na spacer. na szczęście przyszedł poranek pełen wiosennego słońca i sms na śniadanie. i po raz kolejny okazało się, że jedynym…
środek nocy. od kilku dni śpię przy zapalonym świetle. rzuca mną i krzyczy przez sen. jakby nie potrafiło przyjąć, że w końcu może być dobrze. po prostu. najprościej.ale ono – nie. sabotuje mnie. niepokoi. stuka mi w głowie. sabotami. staje za plecami i szarpie za ramiona. kiedy się wyrywam, puszcza.…

w innym mieście też żyją ludzie. i wcale nie chodzą do góry nogami.
nie wywabiwszy smalcu z satyny, kataru z nosa, a wkurwu z lica nadobnego – po jednym dniu po-noworocznej niedomogi niniejszym idę do pracy. co z tego, że zasnęłam dopiero około piątej porannej, nażarłszy się uprzednio gripexu i – jak mniemam – przedawkowawszy nieco.ale luuuz. pseudoefedryna telepała mię równo przez…
kultura&sztuka dała do pieca i za kołnierz nie wylewała. to był doprawdy zjawiskowy i bardzo pouczający sylwester. wierzę, że tłuczone szkło wygląda o poranku jak dzieło sztuki nowoczesnej.I zatańczą nonsensy po ulicach, jak ongi, Jednej nocy pijanej od szampana i warg. Kiedy w krzakach widziałem RZYGAJĄCE POSĄGI Przez dwunastu…
mimo poniesionych strat, mimo wysokich kosztów własnych ten rok doprowadził mnie do kilku udanych transakcji i w sumie imponujących zysków. teraz jestem spokojna. przestałam grać na giełdzie. nie miotają mną hossy i bessy. ulokowałam wszystko na wysoko oprocentowanej lokacie długoterminowej. komentarze ze starego bloga zazie-dans-le-metro.blog.pl
kolędy kolędami, ale prawdziwie świątecznie poczułam się dopiero wtedy, kiedy cioteczna siostra puściła z kompa „last christmas” duetu wham. i tak jak generalnie _nie_śpiewam_ w czasie świąt i innych uroczystości – tak „last christmas” odśpiewałam sobie pod nosem niemal w całości. to sie nazywa poprawność polityczna. albo degrengolada mentalna. komentarze…

jedzcie, pijcie, a pod stoły nie spadajcie. i niech się Wam wszystko spełnia :) komentarze ze starego bloga zazie-dans-le-metro.blog.pl …
pewna izraelska blogerka stwierdziła, że prawdziwy bloger zamyka/hasłuje/kasuje bloga naprawdę wiele, wiele razy (często z hukiem i resztą efektów specjalnych), ale i tak zawsze do niego wraca/odhasłowuje/otwiera. niniejszym muszę przyznać jej rację. niniejszym również zdejmuję hasło. (acha, gdyby znów zdarzyło mi się zamknąć ten bajzel, to klucz dostępu pozostanie bez…
jestem idealnie przewidywalna. działam według utartych schematów i dawno wytyczonych ścieżek. dzięki temu wiem co robię i łukiem szerokim omijam wszelkie niespodzianki. i tak o – realizację zlecenia rozpoczynam w wieczór poprzedzający dedlajn, a następnie przez kilka godzin dłubię w nosie i marudzę, by potem w pośpiechu – z głową…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek