siedzę na fotelu z nogami w górze, piję zimne piwo i myślę. zaraz znów się osunę w smutek. ale Bubu ekspresowo kopnie mnie mentalnie w głowę i przywróci światu. na huśtawce pod kinoteką. za naszymi plecami na nadmuchiwanym ekranie leci film moralnego niepokoju o bojownikach z tanzanii. – to co,…
każda szanująca się prawie-trzydziestolatka przed pójściem do redakcji na popołudniowy dyżur – powinna: spaść z plastikowego konika na biegunach i wytarzać się w trawie… dać się zamknąć w pomidorze… pobujać się małpio na drabinkach… rozkrzyżować się pokornie na pajęczej sieci… oraz z piskiem zjechać ze zjeżdżalni. a potem już może…
bubofonowa cik cik niesmiało wygląda zza drzewa. prawda, że śliczna z niej dziefczynka? ;) stoimy na moście. trzymamy się barierki, żeby nie zwiał nas wiatr. świetlista bryza od morza po mazowsze. słońce i wiatr prosto w twarz. dzisiaj lubie to miasto. dzisiaj lubię wszystko. bezludna wyspa na wiśle. na kocyku…
piękne okoliczności przyrody. zazie całuje swój obiektyw? :> nie. chucha nań. a nastepnie poleruje szmateczką. gdyż jest zasyfiony. a następnie pstryka fotki chmurkom. potem chwyta za chleb i biegnie rzucać nim w kaczki. – o, płyną! skurczybyki jedne! – o_o, chyba trafiłam na jakiś skarb! – chodź tu chlebie, to…
kiedy dopada mnie jeden z tych momentów, w których znowu nie mogę pojąć, uwierzyć i pogodzić się z tym wszystkim; kiedy znów ta cała magma przestaje się we mnie mieścić i szuka ujścia przez oczy i usta; kiedy zęby zaciskam mocniej niż pięści i powieki – wtedy kulę się w…
lipiec zapowiada się mocno fabularnie. dostałam kolejne zlecenie na 200-stronicowe „dzieło”. znów więc będę wymyślać najbardziej niepoczytalne historie o niespełna rozumu bohaterach z mgły i galarety. obym tylko – jak to mam zazwyczaj w zwyczaju – nie wczuła się za mocno, doprowadzając samą siebie do stanu ostrej niewydolności mentalnej, kiedy…
obudziła mnie burza i szum deszczu. zdążyłam tylko pomyśleć, że jest naprawdę pięknie i znów zapadłam w sen. rano przed blokiem pachniało zielonym parkiem. chyba chciałabym iść do zoo, choć wiem, że i tak nie będzie mi się podobać. siedzę w pracy i piję drugą kawę. gapię się w przestrzeń…
gdy wracałam znad rzeki niebo nadal było różowe, tyle że od brzasku, a nie zachodu. autobus wlókł się niemiłosiernie, a ja drzemałam na siedząco, z kolanami pod brodą. do domu dotarłam po omacku, z oczami sklejonymi snem. a pod moimi powiekami wciąż pływały kolorowe lampiony, nadmuchiwane smoki i chmury różowe…

drewniany trap Herbatnika. kwiaty paproci. ćmy wokół lamp naftowych. zwiewne rusałki. królowa rzeka. kwiaty rosną przy muzyce. jedzą światło i dźwięk. cząsteczki i fale chwytają łapczywie niczym rosiczki. światło wskazuje drogę dobrym duchom. tędy…, tędy…, szybciej, gęsiego. stłoczone drepczą w milczeniu nad brzeg. patrzeć zachłannie. aż do poparzenia palców. ogień…
nareszcie pogoda osiągnęła to stadium, w którym bez obaw i z rozkoszą mogę jechać do pracy z mokrymi włosami. schną sobie w porannym słońcu, coraz lżejsze i lżejsze. tylko w metrze przeciągi, ale to nic. bo na świętokrzyskiej wsiadł do wagonu marynarz w oficerskim mundurze. z piękną białą czapką na…
o sobie nie piszę. wolę nie otwierać ust, bo pewnie zaczęłabym krzyczeć. jem lody, patrzę, jadę autobusem, słucham muzyki, spotykam ludzi, robię zdjęcia. uśmiecham się. jestem czujna i nieufna. stąpam ostrożnie. krawędzie są wszędzie. i wszystkie tak samo ostre.
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek