
do neominimalizmu jeszcze nam daleko, ale frugalizm wdrażamy z powodzeniem. dlatego na marginesie zawodowego copywritingu zostałam także rasową handlarą, przekupką i sprzedawczynią. jak już pewnie zdążyliście zauważyć – prowadzę domową wyprzedaż przeczytanych książek [klik!] – oprócz tego przetrząsnęłyśmy nasze szafy i pozbyłyśmy się złudzeń. zwłaszcza ja. od 2 lat trzymam w…

dwa tygodnie nieobecności w domu poprzedzone okresem ostrego zapieprzu robią swoje: nasze mieszkanie pod koniec sierpnia wyglądało jak – nie przymierzając – lej po bombie. bałagan to jedno: fruwające wszędzie ciuchy, książki, papiery, ścinki materiałów, miniaturowe mebelki, dziesiątki lalek i kolekcjonowanych przeze mnie pierdół, mopsie kłaki i kubki po herbacie.…

wiecie, co? podwoiłam dawkę escitalopramu. sama. i… nic nie wybuchło! jest lepiej. jest dużo lepiej. po trzech tygodniach balansowania na granicy łez z byle powodu – z apogeum w dniu, kiedy umówiona na pracowe spotkanie, najpierw wpakowałam się w korek, potem pomyliłam autobusy, a potem rozpłakałam się na środku ulicy…

pociemniało. zagrzmiało. obwieściło wszem i wobec koniec lata. oto apokalipsa i wygnanie z raju. nie chcę tak bardzo, że gotowa jestem iść w tę burzę jesienną i własnym ciałem powstrzymać jej napór. koniec balu, panno lalu. księżniczka pojechała do pałacu i dostała jeszcze większej depresji. ot, paradoks jednostki…

malownicza okolica, fotogeniczny pałac, przepyszne jedzenie – wszystko prawda. ale w Wiechlicach i tak najfajniejsi są ludzie: tutaj naprawdę przyjaciele naszych przyjaciół są naszymi przyjaciółmi. jest cudownie rodzinnie :))) dzieci, mopsy, dorośli i mniej dorośli ;) W jak Wielki Wakacyjny Wypoczyn Wiechlicki a teraz…

strona główna > codziennik > mopsy > kumok > miszur > czuczu stare porzekadło głosi, że życie bez mopsa jest możliwe, aczkolwiek zupełnie pozbawione sensu. wakacje tym bardziej. nie wyobrażam sobie relaksu, odpoczynku i wakacyjnej formy życia bez naszych czworonożnych parówek. co prawda auto-podróżowanie z mopsami przez pół Polski to wyzwanie dla…

w tym roku naprawdę nic, ale to NIC – naprawdę! – nie zapowiadało wakacji. brak pracy, brak kasy, depresja i znużenie rzeczywistością. w pierwszych dniach sierpnia bliska byłam szaleństwa i rozpaczy. i wtedy weszła Czmuda. cała na biało. rzekła: – Wiechlice! a ja i Syd trzy razy umarłyśmy ze szczęścia.…

switch-off. wyłączyłam wszystko, spakowałam manatki i pojechałam w cholerę. hen, daleko na zachód! z Sydem, Czmudą, Quentinem i mopsami. chłonąć krajobraz. czerpać energię. niespiesznie. zwyczajnie. najprościej jak się da. niebo. drzewa. trawa. komary. chmury. mgły nad polami. ja nie wiem, co takiego jest w tym miejscu. może…

nie mam siły. na nic. chciałabym się poddać, ale to przecież nie w moim stylu. muszę przeczekać. przeczekać i utrzymać się na powierzchni. póki co nie odpisuję na maile, smsy i wiadomości – to nie dlatego, że mam was gdzieś albo że leżę już nieprzytomna z głową w piecyku gazowym. nie…

nazbierało się. wszystkiego po trochu. i oto usiadłam na ziemi, nie mogąc wstać. do tej pory sobie radziłam, jako tako, lepiej lub gorzej, ze wzlotami i upadkami. ale teraz, kiedy wizyta z mopsami u weta zależy od ilości…

poranki są jasne, słodkie i przejrzyste… pełne mopsich buziaczków, tulenia i wierzgania nóżkami o zapachu kukurydzianych chrupków potem idę do kwatery głównej Ochoczo: gdzie wre praca twórcza… tyle że nie w moim wykonaniu. ja piję kawę za kawą, herbatę za herbatą… i zastanawiam się… co jest ze mną…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek