
– ej, gdzie jedziemy? – no właśnie… gdzie jedziemy, bo ja spałam, psze pani… nad morze. na plażę. wyszumieć się. na wydmie. taras widokowy pomiędzy konarami drzew. Lelo w pozie mistrza zen nad gładką taflą morza. marszczenie. kamienie. szum usypia. szszszszszsz……………… śśśśśśśpiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii……………… pssssssiiiiiiiiiiiiiiii………… zatoka. prawie wiklinowa. słodka woda dla lądowych…
podobno zaniedbują bloga. niewykluczone. możliwe. bardzo prawdopodobne. nie zaniedbuję życia. wręcz przeciwnie. układam je sobie. po raz pierwszy w życiu układam sobie życie. noszę czapkę. jem śniadania. jadę nad morze. idąc do pracy, złapałam ustami nitkę babiego lata.
nieogarnięta jest. śpi. opowiada historie. spóźnia się. zagapia. odpływa. rysuje w myślach stwory. sądzi, że jest wyjątkowa, choć ma przeczucie, że to raczej nieprawda. ale co tam. pani podgrzewa mieszkanie piekarnikiem i szyje ręcznie drzwi do szafy. obawia się, że jest za gruba i pewnie ma cellulit. chciałaby ciasteczko. i…
mam już chyba wszystko, co mozna mieć najlepszego. i własnie to, co mam teraz warte jest każdej ceny, jaką przyszło mi zapłacić. teraz już to rozumiem. bo wszystko jest po coś.
debiut Olleyka: własnoręcznie zrobiony, upieczony i udekorowany sernik. słodkie i czułe serce z poziomek.

balowała dzisiaj :>

niniejszym stwierdzam, że życie uczuciowe jest uroczym i pazernym czasopochłaniaczem. ale niech tak trwa. niech się dzieje. chcę czasowstrzymywacz. żeby tak było już zawsze.
jeśli marudzę, ociągam się i generalnie nie mogę się poskładać, żeby wyjść z domu – należy mnie wrzucić do wanny w ubraniu i puścić rzęsisty strumień prysznicowy, a następnie umyć mi włosy, nie zdjąwszy nawet spodni. czy wiecie jak fajnie woda wypływa z nogawek? :D przy okazji dowiedziałam się, co…
jak co roku o tej porze, kiedy jesień jeszcze nie przyszła, ale wszystko powoli zaczyna ją zwiastować włącza mi się syndrom wiewiórki – myślę o orzeszkach, przytulnej dziupli i miękkim posłaniu z liści. i tak oto – po długich tygodniach letnich ekscesów miejsko-plenerowych – niniejszym zaczynam bawić się w dom.…

sobie jem. i zastanawiam się. co teraz. bo wytrąciło mnie z równowagi. i nie mogę jej złapać. nie ogarniam czasu i przestrzeni. nie mieszczę się. mijam się przelotnie z godzinami i miejscami. trochę idę, trochę latam, trochę potykam się o własne nogi. trochę gubię kroki i tracę rytm. zaskoczona, przestraszona,…
nic więcej nie mogę uczynić. moje miejsce przy tobie zajął ktoś inny. ja mogę tylko żyć na swoim kawałku czasoprzestrzeni. i zamierzam to robić najlepiej jak potrafię.
ja składam się z części niespójnych, przeczących sobie nawzajem jedna mówi: chce stąd wyjść. druga mówi: ja zostaję. wiem że to jest męczące nie tylko dla mnie, lecz dla tych, którzy ze mną przebywają mówią: nie mogę znieść tych twoich humorów i zmian – pewnie racje mają. bo we mnie…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek