
Wygląda na to, że pierwsze lody zostały przełamane i Miś Miszur nie dostaje już palpitacji i szczękościsku na widok Małego Czuczu: Maluch może i śmierdzi bobasem, ale jest cieplutki i mięciutki oraz fajnie grzeje Miszurkową pupkę ;) No chyba że się akurat obudzi i zamiast grzania włącza mu…

I oto w życiu Zazie, Marcina, Miszura i Kumoka rozpoczęła się cała szczeniaczkowa epopeja, pełna figli, psikusów, zwrotów i przewrotów akcji, a nade wszystko licznych słodkości, jak chociażby ta, o: Bawiło, bawiło, szarpało, gryzło, skakało i nagle wpół kwiku… zasnęło ;) I jeszcze jojczy wojowniczo przez sen, rusza…

No dobra, nie idzie, ale jest niesione, bo przecież nie ma jeszcze wszystkich szczepień i podusie na łapeczkach ma mięciutkie – nówka sztuka nieśmigane ;) Tak się złożyło, że araz po przybyciu Małego Czuczu do naszego domu – nie dość, że wybuchła wiosna, to jeszcze Wielkanoc z całą rodziną…

Tylko spójrzcie na tę słodką blond łepetynkę: Leży mi na piersiach i cichutko oddycha… Jest taka krucha, mięciutka i maleńka jak kurczaczek… No jasne, że spała z nami w łóżku – razem z Misiem, która nie patyczkuje się w kwestii przewalania się po łóżku – a ja jako paranoiczna…

No dobra, dosyć powitalnych wzruszeń i emocjonalnych fikołków z Małym Czuczu, teraz trzeba się poważnie zastanowić, co dalej… Za dwie godziny z małym hakiem dotrzemy do Pruszkowa, gdzie na swojej wonnej robaczej pryzmie chrapie sobie Miś Miszur… … i pewnie nawet nie podejrzewa, że oto nadciąga totalny kataklizm!…

Myślę sobie, że Źródło szczęścia okazuje się niewyczerpane i hojne – nie tylko dla tego, który ma odwagę z niego zaczerpnąć… Ale też dla tego, który nie mając odwagi, prowadzony jest tam za rękę przez swojego Przyjaciela, którzy wierzy za nich oboje i widzi dalej, poza horyzont… Dzisiaj cała…

Olałam psychiatrę i sama zwiększyłam sobie dawkę paroksetyny i bupropionu. Póki co – chuja mi pomagają, nie jestem w stanie wrócić do poprzedniego stanu. Gdy przez 48 godzin towarzyszyłam Kumokowi w umieraniu – już wtedy intuicyjnie wzięłam podwójne dawki antydepresantów. Byłam chora. Po tygodniu leżenia w łóżku, w jakiejś…

Miś Miszur wiedzie swój spokojny żywot zgodnie z wytycznymi porannej, popołudniowej i wieczornej rutyny: pośpi, poje sobie, połazi, zaszczyci lokalne trawniki swoja obecności, wypróżni się, a jakże!, ponarzeka, pomarudzi, zignoruje wszystkie zaczepiające go pieski, ale za to łaskawie przyjmie wyrazy uwielbienia ze strony starszych pań. Bo wiadomo, że starsze panie…

Po raz pierwszy przyśniła mi się dzisiaj Kumok – bardzo przelotnie i niewyraźne, ewidentnie była czymś zajęta i zaaferowana, jak zwykle zresztą za życia. A potem w tym śnie umarła i ja w panice – sama! – zaczęłam ją operować. I w końcu ożyła, ale zerwała się i gdzieś…

Tego dnia zarówno pogoda, jak i sceneria, idealnie odzwierciedlały mój wewnętrzny krajobraz: konsekwentna szarość, przejmujący chłód, krople burej wody zalewające oczy i wszechobecny smutek wymarłej, opustoszałej i doszczętnie zrujnowanej przestrzeni. Wiem, egzaltowany i pretensjonalny akapit, ale chciałam jakoś złagodzić opis stanu, który zasadniczo da się streścić słowami: nie chce…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek