
przechyla się ku jesieni Ziemia, a ja kurczowo trzymam się kredensu, żeby tylko nie osunąć się w dobrze znaną i jakże wygodną melancholię, chandrę i depresję. w sobotnie popołudnie Syd zarządziła akcję „szukania jesieni” w Wilanowie… … a ponieważ wszystkie moje Blajtki leżą zdekompletowane i nie mogą doczekać się wersji…

nie dość, że na lalki Blythe jestem w stanie wydać każdą ilość pieniędzy (których przeważnie nie mam), to jeszcze z rozkoszą i uporem maniaka dokonuję na mych „drogocennych” blajtkach brutalnych zabiegów chirurgii plastycznej, transplantologii stosowanej oraz demiurgii dla początkujących, zaawansowanych i niepoczytalnych. po co? – zapytacie. dla przyjemności. sobie a…

to było w czasach, gdy świeciło nad nami słońce, a gorące powietrze fantastycznie falowało przed naszymi zmęczonymi oczami… [Bruno Schulz, Pan, w: Sklepy cynamonowe] Był tam wielki, zdziczały stary ogród. Wysokie grusze, rozłożyste jabłonie rosły tu z rzadka potężnymi grupami, obsypane srebrnym szelestem, kipiącą siatką białawych połysków. Bujna, zmieszana, nie…

tyle mam wam do napisania, że aż mi z niewystukania i niewysłowienia pulsują opuszki paluszków. postanowiłam jednak wstrzymać się nieco i dokończyć moje opus magnum, któremu od wielu tygodniu oddaję się z pasją i nienawiścią, wściekłością i wrzaskiem, dumą i uprzedzeniem. otóż – sprzątam. układam, porządkuję i systematyzuję ekosystem mojej…

zawsze to samo. gdziekolwiek pojedziemy – napstrykam brazylion zdjęć, a potem po powrocie wpadam w wir zdarzeń i już nie mam czasu ich obrabiać, wrzucać na bloga i opisywać w notkach. a potem to już zapominam, już minęło, czas przeszły dokonany. mimo wszystko postanowiłam odgrzać kilka porcji tych zimnych kotletów.…

jestem królową bałaganu, ukraińską gwiazdą disko, głównodowodzącą w księstwie chaosu i siostrą przełożoną zakonu jarmarcznego. jakiś czas temu do mojego domowego repozytorium rzeczy osobliwych i jeszcze bardziej dziwnych zawitały: Honorata (Mydollroom) i Kasia (Malkama) jak to zazwyczaj bywa – dziewczyny spojrzały „świeżym okiem” na mój lalkowo-zabawkowy bałagan, który spowszedniał mi…

żądamy równych praw gastronomicznych dla naszych lalek! Posłańcze Uczuć, żądamy wprowadzenia do karty dań z modeliny! no bo sorry, wszystko pysznie, ale nasze lalki nie mają co jeść. a też przyszły na all you can eat. to jest dyskryminacja, ot co! tymczasem my wcinamy zieloną roszponkę, uważając, by nie udławić…

nareszcie! :)) tyle miesięcy czekania i niepewności, czy w tym roku damy radę dotrzeć, czy tak jak w zeszłym – wszystkie plany blytheconowe w Berlinie pójdą się gonić w przeddzień wyjazdu. tym razem nie mogłam zawieść Orki, która z natury jest zwierzątkiem stadnym i zabawowym, choć – jak wiecie…

jasne, że nie byłabym sobą, gdybym w tak pięknych okolicznościach przyrody zapomniała o krajoznawczych potrzebach moich lalek Blythe: oto i one: Pola (u kresu swej termicznej wytrzymałości) i Orka (radośnie podskakująca jak wróbelek na sprężynowych nóżkach) Orka: – Skaczmy! Skaczmy aż pęknie, załamie się i polecimy w dół i…


– Nie ma szans! Tego szitu jest tu z miliard ton!!! – westchnęła zrezygnowana Pola (bo takie imię ostatecznie otrzymała od swej nowej właścicielki). – Ja specjalnie nie zjadłam śniadania, żeby więcej mi się zmieściło! – ofiarnie zadeklarował Mały Kasztan, dziarsko przełykając pierwszą garść śniegu. – Bue.. hue… hue……

jak się nie ma pieniędzy, to człowiek zaciska pasa na wdechu aż po sam kręgosłup i zapożyczając się u bliskich, leci na wywczas zimowy. po 30 latach aerofobii nauczyłam się latać jak człowiek, ale tylko z Sydem. i tylko Boeingami. teraz przyszło mi lecieć „czymś”, co wygląda jak – nie…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek

