
wolę teraz hałas. cisza nie uspokaja. między nami cisza. linia przestała działać. teraz dzwonię do siebie sama. komar boli jak szerszeń. otwiera się rana. wieczór nic nie przynosi. linia do ciebie nie działa. teraz dzwonię do siebie sama. 862752 862752. teraz dzwonięe do siebie sama. piosenki od rana. między zwrotkami…

od tego siedzenia na dupie i generowania liter, słów, zdań złożonych po wielokroć, tych frustracji galopujących i nadziei płonnych, tych fascynacji i rezygnacji, tych japonii wymyślanych nad ranem i boleśnie namacalnego sąsiada za ścianą to chyba nawet psychopata by zwariował. potrzebuje odtrutki. wracam na matę. od września. albo lepiej od…

od rana układam do-mi-no z kawałków Pustek. wychodzi mi całkiem nieźle. zapełniam nimi całą wolną (czaso)przestrzeń tak, by na nic innego nie starczyło już miejsca. męczę się kiedy męczę się kiedy męczę sie kiedy męczę się kiedy męczę sie kiedy męczę się kiedy męczę sie kiedy męczę się kiedy zaczynam…

czy może być coś przyjemniejszego niż sobota spędzona w pracy? nie sądzę. dlatego też pozwoliłam sobie rozkoszować się tym dniem z czołem opartym o blat biurka i rękami bezwładnie zwisającymi po obu stronach fotela. świat dział się i stawał, newsy śmigały mi nad głową, a ja – głucha na wszystko…

czuję egzystencjalny niepokój, więc robię zdjęcie, by uwiecznić tę chwilę. wychodzi mi autoportret z pastą do zębów apdejt: always look on the bright side of life. oglądam teletuby, jem ruskie pierogi i rozmyślam, co namalować na suficie w łazience. wszelkie sugestie mile widziane.

z premedytacją pozwalam umierać balkonowym kwiatom. chciałam, by wyrosły piękne. wyrosły takie sobie, kruche i łamliwe. inne ledwo wykiełkowały, cienkie i niemrawe. jakis czas temu z hukiem zwaliła się 80-centymetrowa skrzynka z kwieciem. chyba w ramach moralnego sprzeciwu. tak więc kwiatom dziękuję niniejszym za współpracę. dla mnie lato już się…

łaknę wyznań miłosnych. nawet jeśli miałyby okazać się deklaracjami na wyrost.

jestem na chorobowym i od rana uprawiam khe khe khe, niemal wyczynowo. siedzę w domu, w powyciągancych bojówkach, burym polarku, bo wiadomo – zimno, a przede mną piętrzy się zupełnie niemetaforyczna kupa. kupa roboty. za każdym razem, gdy mam ochotę jej dotknąć, zbiera mi się na wymioty. nie myslę o…

znów będę monotematyczna, ale w końcu to mój kawałek internetu, więc mogę go zaśmiecać swoimi problemami. pisałam już, że ostatnio słabuję? chyba wielokrotnie, ale nic to – powtórzę. słabuję, niedomagam, podupadam, doskwiera mi. potykam się o własne ciało na każdym kroku i zakręcie. podczas ostatniego spotkania z A., kiedy szłyśmy…

gościu, siądź pod mym liściem, a odpocznij sobie * * * coraz więcej przebywam z ludźmi i coraz więcej się od nich uczę. rośnie moje drzewo wiadomości dobrego i złego. wczoraj na przykład nauczyłam się, że pewne rzeczy/zdarzenia/ wszystkie te metaforyczne „kupy” trzeba po prostu ominąć i iść dalej, spokojnie,…

po raz kolejny organizm odmówił mi posłuszeństwa. i zrobił to właśnie wtedy, gdy najbardziej go potrzebowałam. a on po prostu wziął i się zdezintegrował, porozpadał na niepasujące do siebie kawałki. i tak sobie trwa w najlepsze. ponieważ nie mam pojęcia, co tak naprawdę mu dolega (oprócz tych badań z maja,…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek