głodomór przyszedł w odwiedziny. na dzień dobry zapytał Fen, co ma dobrego w lodówce… potem poszedł sobie popełzać na balkon… skąd uważnie śledził postępy w przygotowywaniu pożywienia… – tak, tak, grzanki też zjem! – o, taki mam pusty brzuszek! o taki! – łooo hooo hooooo…. zjeść grzanki, wypić wino i…

z jej sufitu zwisa kryształowy kieliszek czerwonego wina. nigella gotuje… i wcale nie gryzie :) znacząca przypadkowość kompozycji scena rodzajowa pt. 'dziewczyna i obraz’ kupiła płótno, pędzel, farby i se namalowała. gotcha! ;) struktura kryształu. foto-maupa z przeciwstawnym kciukiem. biorąc ostrożnie zakręt. pani na włościach. fotoamatorka pozbawiona lęku wysokości i…

znów mi jakieś złe do klatki wejszło i dusi mię od środka. tupie, szamocze się i przysiada mi na piersi. kaszlę niemal gruźliczo i robię eee-keee-kheee… oraz sapię jak rasowy mops. doprawdy, czarownie! zaaplikowałam sobie dwa coldrexy i za sprawą galopującego chlorowodoreku fenylefryny czuję się nieco odrealniona – zapytana przez…
zazie w stroju niedbałem popierdala nadwiślańskim wałem… rzapka bożenka wskoczyła mi pod nogi. zapytałam, czy dostanę buzi. stwierdziła, że nie całuje się na pierwszej randce. lato leśnych ludzi… tu jest koniec świata. tu słońce zachodzi. na końcu świata ludzie piją piwo i pieką kiełbaski. oraz zaspokajają resztę potrzeb egzystencjalnych. chmura…

od dawien dawna wymyślam opowieści. gęsto zaludnione osobliwymi jestestwami. od paru lat za wymyślanie i spisywanie dostaję pieniądze. ale to nie to samo. piszę przecież na zamówienie. i zazdrośnie pilnuję, by żaden z moich osobistych stworów nie przedostał się na kartki, które oddaję do druku. na sprzedaż mam tylko oswojone,…
konceptualna instalacja symbolizująca moje chwilowe uposledzenie ekonomiczne. wyżeram astr. bułę z serem na chrupko.

robak plażowy wyłazi z kokonu… i od razu grymasi, foszy i humorzy… takiej to tylko łeb urwać! gondolierzy znad wisły… – a teraz wezme kocher i odgrzeję sobie zacierkową z boczkiem… a – a właściwie to ile kalorii ma taka zacierkowa z boczkiem…? ziemia jest okrągła, a zachód słońca musi…

przychodzę pod akwarium w nastroju schyłkowym, balansuję na granicy dobrego tonu. wszak w przyjacielskie mankiety już nie płaczę. a tu proszę, drga mi podbródek i kąciki ust. fen opowiada mi o janosiku. juraj miał na imię. śmieję się. łazimy to tu, to tam i jak zwykle nie możemy się zdecydować…
– tak se stoję, wiatr me lico owiewa i taka refleksja mię najszłą egzystencjalna… romantyzm i egzystencja to jedno, a człowiek odżywiać się musi, nie ma to-tamto! – no dobra, po kiełbasie z frytkami oraz frytkach-bis, mogę se powrocić nad brzeg akwenu i oddac rozmyslaniom… – ale ja jestem lyryczna…

intensywne rozmyślania na tematy wszelakie zdrowy rozsądek i czujny obiektyw asi. nieporządek w chaosie i kiesoznkowa foto-maupka zazie. czarne oliwki, czerwone wino, czarno-czerwony obraz nad kominkiem sukienka-ryba. sukienka czerwona. a noc – czarna. wychodzę w tę noc od asi i błądzę ciemnymi korytarzami praskich ulic. idę po omacku. a raczej…

cząsteczki wody rozproszone w szarym powietrzu. już nie mgła, a jeszcze nie deszcz. osiadają bezgłośnie na włosach i twarzy. i powoli przenikają do szpiku. idąc kruczą, pomyślałam – że gdybym była szczęśliwa, to dzisiaj – o tej porze, na tej ulicy, w tym srebrzystym świetle – byłabym chyba najszczęśliwsza. tymczasem…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek