tak wygląda drugi koniec świata o 6.44
kolejna odsłona witryny stołecznego gabinetu osobliwości: – najnowsze modele wypasionych komórek, zdalnie sterujące insygnia władzy patriarchalnej w polskich domach, bestiarium z fajansu i porcelany, sztuczne perły i podrabiane diamenty oraz toporne buty dla transwestyty o wadze powyżej 100 kg. a wszystko to przy „reprezentacyjnym deptaku” stołecznych zakupoholiczek – marszalkowska blvd.…
moja ukochana i fotografowana po wielokroć witryna stołecznego "gabinetu osobliwości" – Dom handlowy WSS Społem Śródmieście – Sezam. główna witryna wystawowa to kuriozalny salonik madame Tudorskiej (tu: tudorska.com.pl) w żadnym szanującym się saloniku artystowskim nie może zabraknąć plastikowej miski z osobliwą zawartością (żwirek dla kota?!), rulonu foliowych siatek, bejcowanego drewnianego…
jesli nie wiesz, jak ciekawie spędzić weekend – wybierz się sobotnim rankiem do dentysty. pełen inwencji stomatolog zaproponuje ci usunięcie zatrzymanych w rozwoju zębów mądrości. zgodzisz się bez wahania, no bo niby czemu nie. i od razu hurtem, bo po co się rozdrabniać. co z tego, że w ferworze walki,…
portret kobiety we wnętrzu. a dokładniej – portret kobiety czekającej na pierogi we wnętrzu śmierdzącym smażoną cebulą. waga netto. waga brutto. ząb czasu i ślepe zwierciadło, w którym przeglądała się mariola z lubaczowa jesienią 1953 roku. dwie ryby w mętnym akwarium.
na scenie – "skrawki" wg otella (o Kompanii Doomsday – tutaj: kompaniadoomsday.pl) moje ulubione "dwa marciny" – czyli wielozadaniowy kombajn artystyczny: scenografia, reżyseria, gra aktorska – Bianuszka, wyłączaj czasem lampę błyskową! ;D zazie się alkoholizuje w naparstku. wzięła sobie guzik i złotą plastikową klamrę. rodzeństwo gnostyczno-polonistyczno-ekwilibrystyczne – czyli: zazie, bianka…
pętla autobusowa przy stacji metra 'wilanowska’ – napoje, tanie papierosy, słodycze, bilety. i drzewo. o_o. se wyrosło. bo tak.
gorączka sobotniej nocy. karnawał w rio może się schować. – jesli przegram, popełnię sepuku – grobowym tonem ogłosił marcin. – widziałam jak je chowałaś, szmato! oddawaj natychmiast! – oeza no, wielkie mi rzeczy… co innego, gdybym zabrała "mydło" ;P – ej, dziefczenta, paczcie! paczcie, co robi honza!!! honzik postanowił zostać…
proces spalania w atmosferze deszczu padania. okurva, ziiiimnooo…. uh huh! okadzanie zmarzniętych członków. temperatura: plus-minus-nieskończoność.
wieczór w pudełku na końcu świata. cisza, spokój, czipsy dogorywają w salaterze, kaloryfery grzeją, a bałagan pleni się bezgłośnie na panelach podłogowych. słowem – sielanka. wtem… telefon! somsiatki tarchomieńskie odczuły bowiem nagłą potrzebę zacieśnienia kontaktów. dygotały własnie z zimna na przystanku autobusowym, z papierosami w zębach. i ja miałam niby…
zakochałam sie w niej od pierwszego wejrzenia. z rozkoszą pozwoliłam się obślinić i pogryźć w palce. chcę jeszcze. no nie moge, zaraz ja normalnie zabiore od pańci, schowam do torby i ucieknę na tarchomin. i będziemy żyły długo i szczęśliwie. zuzia daje rączke drugiej cioci. dostaję ataku zazdrości!
"bo ja piszę od soboty o twoim tacie ze schabowymi na syropie pomarańczowym i o tobie jak masz ceratę w czerwoną pleksi kratę…" lolo w skupieniu tropi znikające piksele zazu zaś dorwało tajemniczą skrzynię… o_ou, czyżby trucizna dla nazbyt ciekawskich? dziwne zapachy. dziwne kolory. w sam raz do rysowania dziwnych…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek