
wylatujemy pojutrze. ja uciekłam już dzisiaj. zablokowałam bloga. zawiesiłam konto i fanpage na facebooku. nie odpisuję na maile. nie odbieram telefonów. kiciuś leży wyciszony w drugim pokoju. przeczekam te dwa dni i znikam stąd. jedyne, co mnie trzyma to psy. trochę dramatyzuję, wiem. ale rozstanie z nimi nawet na kilka…

nie tylko siebie doprowadzam do łez. wszystkim bez reszty opadają ręce. wymykam im się ostatkiem sił, choć właściwie miałabym ochotę zostać pod tą ścianą w nadziei na rychłe rozstrzelanie. niech to się już skończy, proszę. myślałam, że dno osiągnęłam już dawno, tymczasem spadam coraz niżej i niżej jakby otwierały się…

WordPress w telefonie złagodził nieco moją awersję do pisania. Biały pusty ekran notebooka ostatnio kojarzył mi się już tylko z dokuczliwym przymusem napisania tekstu, najlepiej dobrego tekstu, bo do takich przwyczaiłam moich klientów. Teraz jest inaczej. Od słów oddziela mnie Mariański Rów i mur z żelazobetonu, w który wstydliwie drapię…
… sprawdzam, czy da się bloga pisać z telefonu. Otoczona lalczynymi pokoikami zastanawiam się, ilu rzeczy nie zrobilam dzisiaj… Ilu rzeczy nie zrobię jutro. Ile przepadnie. Ile zostanie z tyłu głowy, by ciążyć mi przez kolejne tygodnie…

to bardzo w moim stylu. do tego stopnia, że blog obrzydł mi już do reszty. z obawy, by nie zakończyło się to jakąś trwałą rozpierduchą w html, php i css – postanowiłam, że włączę go póki co w trybie awaryjnym: bez podstron, migających ozdobniczków, podświetlanego kursora, animowanych bannerków, generatora złotych myśli…

przestałam już liczyć niewykorzystane szanse, zmarnowane okazje, złamane słowa, niedotrzymane obietnice, dawno przeterminowane dedlajny oraz inne zaprzepaszczone możliwości. czas przecieka mi przez palce, a przestrzeń ciężko zastyga wokół. wszyscy już pobiegli, tylko ja zagapiłam się i zostałam. tam, w tym szarym i cichym bocznym pokoju z dzieciństwa, którego okna wychodzą…

każdego dnia powinnam być gotowa do wyjścia na powierzchnię i brodzenia w rzeczywistości. bez żadnego punktu podparcia, falując w nieważkości, z przesuniętym punktem ciężkości w stronę nieokreśloności. przeraża mnie to na tyle, by zawczasu zaniechać wszystkich ruchów. i czekać. czekać, co nastąpi. siedzę ze skrzyżowanymi na piersiach rękami, patrzę na…

lekko i nieznacznie powiało wczoraj wiosną. wraz z niepokojem. gdyż wiosna jest jasna i prześwitująca, niczego się przed nią nie ukryje. a ja wciąż wolę się schować w ciemnych zakamarkach zimy. ryć sobie tajne korytarze pod powierzchnią szarych poranków i stukotać skrycie pod przykryciem popołudniowych ciemności. więc z ulgą powitałam…

Był zezowaty, nie wiodło mu się, zmarniał. Znając przyczyny, wcale nie ubolewał. Od czasu kiedy na pożegnanie z niechęcią zatrzasnął odrzwia wysokiej uczelni, która w niczym nie zaspokoiła jego wewnętrznej udręki, pozbył się wszelkich rojeń o świetnej przyszłości i urągając życzliwym przepowiedniom najbliższych i znajomych, utknął w samym sobie, skrzętnie…

nie rozumiem, po prostu nie rozumiem, jak można dziwić się, że w odpowiedzi na pokrętne tłumaczenia, wykluczające się wersje zdarzeń, niejasne intencje, nieskrywaną złość i uogólnioną niechęć oraz wielokrotne powtarzane sugestie na temat mojej rzekomej niepoczytalności, chorobowo zaburzonej percepcji, tudzież omamów słuchowych – mam czelność odpowiedzieć ostrym słowem pisanym, bezpośrednio…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek