
zawsze to samo. gdziekolwiek pojedziemy – napstrykam brazylion zdjęć, a potem po powrocie wpadam w wir zdarzeń i już nie mam czasu ich obrabiać, wrzucać na bloga i opisywać w notkach. a potem to już zapominam, już minęło, czas przeszły dokonany. mimo wszystko postanowiłam odgrzać kilka porcji tych zimnych kotletów.…

jestem królową bałaganu, ukraińską gwiazdą disko, głównodowodzącą w księstwie chaosu i siostrą przełożoną zakonu jarmarcznego. jakiś czas temu do mojego domowego repozytorium rzeczy osobliwych i jeszcze bardziej dziwnych zawitały: Honorata (Mydollroom) i Kasia (Malkama) jak to zazwyczaj bywa – dziewczyny spojrzały „świeżym okiem” na mój lalkowo-zabawkowy bałagan, który spowszedniał mi…

żądamy równych praw gastronomicznych dla naszych lalek! Posłańcze Uczuć, żądamy wprowadzenia do karty dań z modeliny! no bo sorry, wszystko pysznie, ale nasze lalki nie mają co jeść. a też przyszły na all you can eat. to jest dyskryminacja, ot co! tymczasem my wcinamy zieloną roszponkę, uważając, by nie udławić…

nareszcie! :)) tyle miesięcy czekania i niepewności, czy w tym roku damy radę dotrzeć, czy tak jak w zeszłym – wszystkie plany blytheconowe w Berlinie pójdą się gonić w przeddzień wyjazdu. tym razem nie mogłam zawieść Orki, która z natury jest zwierzątkiem stadnym i zabawowym, choć – jak wiecie…

jasne, że nie byłabym sobą, gdybym w tak pięknych okolicznościach przyrody zapomniała o krajoznawczych potrzebach moich lalek Blythe: oto i one: Pola (u kresu swej termicznej wytrzymałości) i Orka (radośnie podskakująca jak wróbelek na sprężynowych nóżkach) Orka: – Skaczmy! Skaczmy aż pęknie, załamie się i polecimy w dół i…


– Nie ma szans! Tego szitu jest tu z miliard ton!!! – westchnęła zrezygnowana Pola (bo takie imię ostatecznie otrzymała od swej nowej właścicielki). – Ja specjalnie nie zjadłam śniadania, żeby więcej mi się zmieściło! – ofiarnie zadeklarował Mały Kasztan, dziarsko przełykając pierwszą garść śniegu. – Bue.. hue… hue……

jak się nie ma pieniędzy, to człowiek zaciska pasa na wdechu aż po sam kręgosłup i zapożyczając się u bliskich, leci na wywczas zimowy. po 30 latach aerofobii nauczyłam się latać jak człowiek, ale tylko z Sydem. i tylko Boeingami. teraz przyszło mi lecieć „czymś”, co wygląda jak – nie…

panna, którą ostatnio dłutowałam [tutaj] , wygląda teraz mniej więcej tak – czyli jak nasza Monchhichi ;) rzeczywistość się jej nie ima, a jeśli nawet ima, to i tak tylko chwilowo i niezbyt długo ją trzyma ;> pożyczyłam jej na moment swoje okulary, żeby się dziewczyna jako tako…

[zaległa notka z 6 marca 2013] na jesienną, zimową i wczesnojesienną depresję najlepsza jest kawa. w Posłańcu Uczuć. w doborowym lalkowym towarzystwie ;)) zwłaszcza, że w lalkowym gronie siedzi KTO, kto za chwilę dołączy do mojego stadka… :> ale csssiiii… to niespodzianka! ;) Malkama i Honorata – zakochane…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek

