
przynajmniej raz w tygodniu czuję się najgorszym copywriterem świata oraz najbrzydszą dziewczyną pod słońcem. przez resztę dni jest znośnie, co znaczy, że udaje mi się przemykać niezauważoną – bez potykania się o własne niezgrabne ciało i koślawe kadłubki zdań pokrętnie złożonych. myślę sobie, że chciałabym się schować jeszcze bardziej, nie…

nikt nie przypuszcza. nikt nie wie. sama przed sobą ledwo się do tego przyznaję. ale to jest. jest. trwa od wielu miesięcy. i nie słabnie. nie odpuszcza. nie daje mi spokoju. powiedzmy, że traktuję to jako obsesję. z bogatego repozytorium dotychczasowych koszmarów – ta akurat jest wyjątkowo bezbolesna. choć równie…

wiosnę przywitałam w nastroju bardziej niż ponurym. no cóż, zdarza się. biorę to za dobry znak udanego sezonu – na przekór wszystkiemu nie dopadł mnie słomiany zapał, okołosłoneczna euforia i płonny entuzjazm wiosennej równonocy. odwrócona plecami do wszystkiego czekam na. cokolwiek.

jestem na diecie. oraz w szoku. chudnę. wszystko przez Czmudę, bo ona też. a ponieważ chwalić dnia przed zachodem słońca tym razem nie będę, skóry na niedźwiedziu dzielić jeszcze nie zamierzam, ani tym bardziej mówić ‘hop!’ w trakcie rozbiegu – więc wszelkie szczegóły i inne rewelacje zostawię dla siebie. na…

jest mi dobrze. jest mi tak dobrze, że aż sama się sobie dziwię. oraz trochę światu, że mi na to pozwala. codziennie wstaję o szóstej, w radosnym pośpiechu, nie dosuszam włosów, biegnę przez park, przysiadam w porannym słońcu na Ławeczce Entuzjazmu im. Sputnik Studio i trwam sobie przez kilka chwil,…

odbudowałam dioramę ogrodu, słuchając możliwie najsmutniejszych piosenek świata. teraz czeka mnie budowa laboratorium cybernetycznego Jakoba von Burkhardta. poza tym – niczym baron Munchausen – próbuję samą siebie wyciągnąć za włosy z bagna. a raczej z kanału, w którym ugrzęzłam jakiś czas temu, spuszczając się w dół rzeki razem z falą…

początek marca to czas słuchania smutnych piosenek i lekkiego niedowierzania, że oto w jednym kawałku udało nam się przetrwać zimę. teraz już z górki, byle do wiosny, truchtem, przez brudne ulice i organiczne resztki minionego sezonu. biegnę, przystając co chwilę. czekam, nasłuchuję. z małego skrawka ziemi gdzieś pomiędzy turcją, armenią,…

chodzę jakaś taka przestraszona, nastroszona i wypatroszona – jakbym nie potrafiła odnaleźć się w sytuacji: że oto można i trzeba żyć gdzieś tak pośrodku, między udręką a ekstazą, nie zbliżając się zanadto do żadnej z nich, nie ocierając się ani o górne ani o dolne rejestry, balansować pokornie niczym cyrkowa…

dzisiaj jestem w nastroju nieprzysiadalnym. boli mnie brzuch, głowa i ego. wstałam rano i pognałam do pracowni, gdzie – jeszcze lekko nieprzytomna – nadziałam się twarzą na suche gałęzie stojące w zgrabnym snopku przy drzwiach. jednak niezrażona, kontynuowałam mój poranny – tworzony własnie naprędce – rytuał. nowa świecka tradycja. uznawszy,…

oto nadszedł dzień, w którym lwia część moich gabinetów osobliwości, mojej wielopokoleniowej zoologii fantastycznej i tekturowo-gipsowej architektury, moich fantasmagorycznych wykwitów plastikowej flory i fauny, moich artefaktów życia, symulakrów rzeczywistości i reszty przyległości opuszcza mury naszego staroochockiego mieszkania… i rusza w drogę, przez park, po wielkich wiosennie rozmoczonych liściach. mówiąc wprost:…

w tym roku przede wszystkim miało być blisko. oraz tanio. ale takie rzeczy to tylko w Lidlu, jak się okazuje… Terchova w słowackich Tatrach zaprezentowała nam się na pierwszy rzut oka całkiem zacnie – omiatałam okolicę wzrokiem na tyle dyskretnie, by nie zauważać szarozielonych połaci krajobrazu o konsystencji rozmoczonego gówna,…

właściwie dlaczego miałabym o tym nie napisać? tak po prostu. o tym, jak działa mózg depresyjnej osoby z nerwicą natręctw, o tym co dzieje się w mojej głowie. jak krążą myśli. i dlaczego w kółko. o tym, że kiedy ciężar rzeczywistości staje się zbyt duży, dopada mnie stres, niepokój i…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek