
czyli sztuka kreatywnego wylegiwania się we wszelkich możliwych pozycjach: Miszur na poduszce, poduszka na Miszurze, Miszur na Kumoku, Kumok na Miszurze, Miszur spadł z kanapy i drze ryja, Kumok ujada, bo Miszur piszczy… – i tak bez końca. po prostu seria fot z dwiema grubymi parówkami w rolach głównych.…

według noworocznych postanowień miałam dzisiaj zacząć nowe życie, takie wiecie… z dietą, porządkiem w mieszkaniu i resztą spraw, ale niestety znowu nie spałam w nocy, więc troszkę mi ciężko iść z podniesioną głową ku nowej świetlanej przyszłości, kiedy ledwo co podpieram się nosem. wschód słońca i łuna nad Ochotą były…

katastrofa. zopiklon mi się skończył, a zatyczki do uszu zdematerializowały się w niewyjaśnionych okolicznościach. zażywszy w zastępstwie jakiś ziołowy szuwaks, szamotałam się sennie w pościeli od jakiejś 22:00. a następnie obudziłam się. i już więcej nie zasnęłam. od 02:30 do rana. czyli do 05:40, kiedy to wstałam, chwiejnym krokiem przemieściłam…

nie śpię, nie drzemię, lecz śnię – miast ciebie gryząc poduszkę. w ciemności, nad miastem, po cichu – płynę łagodnie swym łóżkiem. pod zamkniętymi powiekami suną mi niespiesznie sceny z moich światów równoległych oraz drugich i trzecich żyć, których namiętnie pragnę, lecz nie mam odwagi po nie sięgnąć. jest pewnie…

2014 wcale nie był zły. to po prostu mi z nim nie wyszło, bo byłam nie dość oraz zbyt. ot, zwykłe niedopasowanie charakterów zakończone cichym rozwodem bez orzekania o winie. ale po co wylewać łzy nad rozlanym mlekiem, kiedy można zlizać whisky ze stołu…? nigdy nie miałam ciśnienia na szampańską zabawę i…

otarłszy łzy, wydmuchawszy smarki i przemywszy zimną wodą napuchnięty od płaczu ryj, czas spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć… ojezu. nie. wróć. czas spojrzeć przed siebie i powiedzieć: chuj z tym. od teraz musi być lepiej! „Mimo mej odwagi, mimo szybkości, zręczności i obrotności mego konia, nie zawsze odnosiłem w wojnie…

przedostatni dzień mijającego roku przepłakałam sobie rzewnie i gorzko, wyznając ostatnie grzechy zaniechania, unikania, wycofania i wszelkiej wsobności, schyłkowa spowiedź dziecięcia wieku szła mi zresztą jak po grudzie, bo wciąż brakuje mi najprostszych słów. niby mam je na końcu języka, ale kurczowo trzymam go za zębami – dla dobra…

Olgo, Zazie, Człowieku… czy jak Cię tam jeszcze wołają… – na boga, ileż można?! ileż można tłuc w kółko o tym samym?! owszem, Eskimosi mają dziesiątki określeń na wszystkie odcienie śnieżnej bieli, matematyka dyskretna bawi się niezliczonymi permutacjami wszystkich możliwych przypadków, ty zaś rozpaczliwie żonglujesz tysiącami słów – coraz szybciej…

święta to czas słuchania przesłodzonych amerykańskich piosenek, które wprost uwielbiam. ale tylko o tej porze roku. to żywa choinka, na którą wydajemy ostatnie pieniądze… i światełka, mnóstwo światełek, które wiszą absolutnie wszędzie, nie tylko na choince. no i pierniczki, które piekę obsesyjnie i ozdabiam. i są ich…

Words are flowing out like endless rain into a paper cup They slither while they pass, they slip away across the universe Pools of sorrow, waves of joy are drifting through my opened mind [Fiona Apple, Nothing’s gonna change my world] Refleksja podsumowująca miniony tydzień jest taka, że jednak…

drugi dzień grudnia po raz kolejny przeszedł do historii, z roku na rok robiąc na mnie coraz mniejsze wrażenie. choć jednak nadal – kiedy pieczołowicie zapisuje tę datę w moim czarnym notesiku traum [TU] – odruchowo wstrzymuję oddech, zaciskam powieki, krzyżuję ramiona i chowam się w sobie jak najgłębiej. bliscy…

och, wymądrzam się na cudze tematy, daję innym dobre rady, sprzedaję cudowne recepty i czarodziejskie lekarstwa. o wszystkich innych – na życzenie – mówię wszystko. sama o sobie – tak naprawdę nic. choć w środku mi płonie, gotuje się i bulgocze – nie przyznam się do tego nigdy. przed nikim.…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek