jako że wiatr grudniowy zwyobracał mię był na wszystkie strony i to w dodatku na ulicy, przeto z niekłamaną radością wróciłam do mego pudełka-na-końcu świata i zamknęłam się w nim. zamknęłam się terytorialnie (na zasuwkę) i mentalnie (w sobie). nie dobijać się, bo nie otworzę. postanowiłam, że długie zimowe wieczory…
powoli prostuję wszystkie stare ścieżki i wyznaczam nowe. te, jak zwykle, opłotkami i przez chaszcze. bo nadal boję się ruchliwych autostrad i zatłoczonych chodników. ale wiem, że w końcu dotrę tam, gdzie chcę. choć pewnie zajmie mi to duzo więcej czasu. ale nie szkodzi. przecież nigdzie sie nie spieszę. być…
wyniki miały być dziś po południu. ale nie odebrałam ich. może jutro. nawet perspektywa kawy z apeiro nie wyciagnęła mnie z domu. cały dzień spędziłam „pod stołem”. nie wyjdę. nie wyjdę. ps. pstryk! i znik. (czyli – znowu poszłam szukać bardziej pojemnej formy)

przecież nie z takich rzeczy wychodziłaś cało. baa-czność! wykonać, odmaszerować. apdejt z 22.45: [po butelce różowego wina] mojemu ciału nie może się przytrafić nic złego.

strasznie się boję, a chora wyobraźnia podpowiada mi najgorsze scenariusze, w które zaczynam wierzyć bez żadnych znaków zapytania. mogłabym. tymczasem po prostu idę na badania. i sama za siebie trzymam kciuki najmocniej jak potrafię.
poduszka była zbyt szorstka, a kołdra zbyt ciepła. spałam trochę w poprzek, nie zważając zupełnie, że tratuję kończynami śpiącą obok istotę ludzką. skutkiem tego, a może za karę, przyśniło mi się, że jest noc i dzwonią do mnie z pracy. nie dość, że odbieram telefon całkiem przytomna, to jeszcze wcale…
potańczyłam i pośpiewałam. feminoteka skończyła 5 lat, a wino było białe. inne kwestie przemilczę. zwłaszcza że odkąd zaczęłam mówić – już wiem: zostaną przy mnie tylko prawdziwi. innym serdecznie dziękuję. pa.
drugi dzień grudnia 1997 roku. tamten czas, tamto miejsce i wszystko inne pewnie musiało się wydarzyć. tylko ja zaplątałam się tam zupełnie przypadkiem. teraz, dziewięć lat później, zostałam tylko ja. idę dziś potańczyć. albowiem „to mnie już nie dotyczy” – jeśli będę to zdanie powtarzać wystarczająco długo i namiętnie, ten…

gdybym nauczyła się przerabiać przemilczane słowa na prund elektryczny mogłabym na święta oświetlić całkiem spore miasteczko.
nie potrafię się oprzeć tej energii. a już myślałam, że trafiła mnie jesienna depresja. bela bartok daje radę. jak zwykle.
usłyszałam, że jestem pogmatwana. jeszcze dwa lata temu potraktowałabym to jako komplement. wczoraj zrobiło mi się smutno. ale wiem, że w końcu z tego wyjdę. choćbym miała czepiać się pazurami ścian tej studni, do której wpadłam tyle lat temu.
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek