można stracić miłość, na której chciało się zbudować swoją resztę świata. można stracić przyjaźń, która okazała się jedynie czczą gadaniną o zasadach i lojalności. ale bez przesady – nie można stracić siebie. po prostu nie wypada.
o mnie się proszę nie martwić. zbytek łaski i nadmiar konwenansów. fakty pozostają faktami, ludzie ludźmi, a taborety – wiadomo, stoją twardo. generalnie – nic w przyrodzie nie ginie, zła karma powraca, a także cała reszta banałów, które można by tutaj mnożyć. tylko po co. idę dalej. mam ręce w kieszeniach i…
nosiłam cię w sobie jak płód. z każdym dniem rosło we mnie. uczucie. karmiłam cię sobą i nadawałam w myślach kolejne imiona. poronić cię po sześciu miesiącach jest mimo wszystko lżej niż całe zycie kochać i wychowywać martwe dziecko. jestem tylko trochę porozrywana. ale w końcu zarosnę.
wycięłam cię z siebie. z chirurgiczną precyzją, z rozległym marginesem zdrowej tkanki. na wszelki wypadek. by nie został po tobie żaden ślad. powinnam była to zrobić jakieś dwa lata temu. ale zapomniałam. o sobie.
znam już sto jedenaście sposobów na powstrzymywanie łez i dwieście osiemdziesiąt trików na zduszenie w gardle krzyku. trenuję także połykanie tabletek i codzienne chodzenie do pracy. dziękuję, mam się nieźle.
nie potrafię napisać – jak bardzo. ani powiedzieć – jak mocno. mogę tylko czekać aż to wszystko pomieści się we mnie i przestanie rozrywać od środka. staram się oddychać głęboko.
nie ma co ukrywać – moja wiosna zaczęła się dosyć chujowo. no cóż, bywa. ale nie ma tego złego, co by na jeszcze lepsze nie wyszło. bo niby czemu nie. trochę posprzątałam sobie w życiu. wymiotłam emo-paprochy spod dywanu i łóżka. kwiatkom w sypialni poobrywałam uschnięte liście i poucinałam zgniłe…
dalej lecę sama. so cosy in the rocket…
to jednak ważne, by swój trafił na swego. by go rozpoznał i odbił się w nim jak w lustrze. by zobaczył 'znajome’ i upewnił się, że jego posegregowanej i hermetycznie zamkniętej pojedynczości nie grożą żadne zmiany, żadne naruszenia przestrzeni, żadna osmotyczna wymiana energii, ani emocjonalna fuzja odmiennych osobowości. inność przeraża…
dałam wszystko, co miałam. dostałam kopniaka w twarz. pół roku to wystarczająco dużo czasu żeby uwierzyć w twoją miłość. trzy dni to wystarczająco dużo czasu żeby przestać wierzyć w ciebie.
wierzę w to, co mówię i wierzę w to, co słyszę. używam najprostszych słów. „ja” to ja. „ty” to ty. „miłość” to miłość. „białe” jest białe, a „czarne” jest czarne. okazuje się, że nie dla wszystkich. 80% pań z mazowsza i śląska nie widzi różnicy.
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek