
a jednak przeprosiłam się z metylofenidatem. nic tak skutecznie nie skraca moich myśli i nie szatkuje tych wewnętrznych dylematów klasycyzmu, tych poematów dygresyjnych na łatwe do przełknięcia fraszki, fiszki i świstki. tym bardziej, że teraz naprawdę muszę się streszczać, bo nikt nie ma tyle czasu i przestrzeni, żeby mnie z…

strona główna > codziennik > mopsy > kumok > miszur > czuczu od wczoraj mamy nowego kolegę – Destroyera! Destroyer powitał Kumoka i Miszura iście królewskim gestem pt. „całujcie pierścień, kurduple!” … jednak nasze mopsice – nieczułe na niuanse parkowej etykiety – wykazały dużą dozę sceptyzyzmu poznawczego. szczególnie Miszur, która…

dziewczyna, paroksetyna i atomoksetyna to kombinacja zbyt piękna, by była prawdziwa. i zbyt niebezpieczna, by była możliwa. zostaje mi tylko paroksetyna z metylfenidatem. oraz siła pozytywnego myślenia. czarodziejska różdżka, która rozpieprzyłaby moje cukrowe chmurki, sprowadzając mnie w końcu na ziemię, pozostaje w sferze niespełnionych marzeń. mój psychiatra pozbawił mnie złudzeń:…

oto bardzo dobra piosenka i bardzo zły, kiczowaty i pretensjonalny teledysk w żenującej estetyce wczesnych lat 90. cały ten entourage prowincjonalnej artystki miejscowego domu kultury włazi mi pod paznokcie i straszy żałobą. przed wielu laty znajoma nazwała mnie – w kontekście mojego bloga – “ukraińską gwiazdą disco”. trochę się na…

czasem, kiedy zaplączę się tak mocno, że już sama nie wiem, gdzie jestem, co robię i dlaczego, oraz o co w tym wszystkim chodzi; kiedy jest mnie tak mało, że coraz trudniej werbalizować mi cokolwiek na jakikolwiek temat – próbuje dotrzeć do siebie przez muzykę. i czasem się to udaje.…

pod fotkami, mopsami, lalkami, kolorami, słowami, humorami – jestem ja. wciąż ta sama. poszarpana, niewyspana, niepozbierana, rozebrana, pospiesznie pozamiatana. nadal jest mi słodko-gorzko, lecz uparcie milczę. język za zębami. coś tam robię, coś piszę, ale bez większego przekonania. czekam na wrzesień, bo we wrześniu zawsze zaczynam się na serio. …

żeby w miarę sprawnie funkcjonować potrzebuję codziennej rutyny, regularności, stałych ram czasowych, nieprzekraczalnych granic oraz miękkiej bandy, od której mogłabym się łagodnie acz zdecydowanie odbijać za każdym razem, kiedy próbuję się wyłamać. czyli właściwie co chwilę. niestety wolność, dowolność, swoboda i freelance są tak naprawdę budujące tylko i wyłącznie dla…

tak jak bloga z dnia na dzień porzuciłam, tak niniejszym – z dnia na dzień, jak gdyby nigdy nic – wracam do niego. a przynajmniej taki mam zamiar. przez ten czas, kiedy mnie tu nie było, usiłowałam bezskutecznie okiełznać rzeczywistość. to trudne. ale przynajmniej próbuję. pojawił się cień szansy na…

ostatnio nie pisałam, więc się nazbierało. już mi lepiej, więc słowa wylewają się ze mnie strumieniowo, wielokanałowo i trochę bez sensu. ale nie zamierzam ich porządkować, nie chce mi się ciosać zgrabnych notek. chce mi się być głupią i nieprzemyślaną. lepsze to niż zawstydzone trzymanie języka za zębami, żeby się…

przynajmniej wiem, po co piszę bloga. mówienie pewnych rzeczy “na głos” przynosi mi ulgę. zrzucam to z siebie, spuszczam powietrze, wytracam nadmiar energii. najtrudniej jest zacząć, potem już idzie samo. o tyle, o ile. tej na przykład notki nie chce mi się pisać wcale oraz w ogóle – ale ją…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek