
nie zaglądałam tutaj przez ostatnie tygodnie. chyba nie miałam nic do napisania. no dobra, miałam, ale z jakichś nieznanych (albo i znanych) sobie powodów – postanowiłam na ten temat milczeć. tak jak na większość innych tematów. ostatnio poczułam się lepiej, wyszłam na powierzchnię, do ulubionych ludzi, zaczęłam oddychać, rozmawiać, śmiać…

jestem dokładnie pośrodku, w połowie drogi, tkwiąc przeważnie w epicentrum swojej egzystencjalnej sraczki. upaskudzona po kokardę próbuję jeszcze recytować jakieś szatańskie wersety i obrazoburcze manifesty, ale wychodzi mi to raczej marnie. chuja tam. Mam znowu doła, znów pragnę śmierci. Wszystkie formy samobója przed oczyma stają mi. Nic nie mam, tylko…

w sobotni poranek, piekąc wegetariański pasztet z zielonej soczewicy, Syd puściła ‘take five’ davida brubecka, serwując mi tym samym soczewicowo-jazzową i prawdziwie ekstatyczną ‘magdalenkę’. jest rok 1993, lato. lipiec. a dokładniej – koniec czerwca i początek lipca. skończyłam ósmą klasę podstawówki i mam juz wakacje. większość moich znajomych zdaje…

są dni, kiedy czuję się gorzej. albo po prostu źle. wydaje mi się wtedy, że dni, w które czuję się lepiej albo po prostu dobrze – nie istnieją. i tak naprawdę nigdy nie istniały. i istnieć nie będą. nauczyłam się jednak, aby w takich momentach nie traktować siebie zbyt…

zablokowałam się na amen. nie mogę mówić. jestem jak ryba, która bezgłośnie otwiera usta i uderza głową w szklaną taflę. i nikt nie wie, o co mi kurwa chodzi. ludzie do mnie machają, stukają palcami w szybę, wrzucają papierki i drobne przedmioty, a ja się szamoczę, literując niemo…

pierwszego dnia kalendarzowej jesieni – w przedzień tej prawdziwej, astronomicznej – obudziłam się po czterech godzinach snu, pełna osobliwego oczekiwania. na co? bogini raczy wiedzieć. ja raczej nie. w poszarzałym powietrzu unosiło się równie zagadkowe nie-wiadomo-co, a napęczniałe wilgocią molekuły września obsiadały mnie jak muchy. albo głodne duchy. tymczasem stałam…

naszło mnie ostatnio na muzyczne wspomnienia [ klik! ], a ponieważ mam ich wiele i obawiam się, że niebawem zabraknie wolnych klasterów pamięci w moim mózgu – postanowiłam je tutaj sukcesywnie zapisywać. i tak na przykład, w roku 1984 – kiedy miałam 6 lat, chodziłam do czwartej grupy przedszkola przy…

ósma klasa podstawówki. lato, niemal koniec roku szkolnego. dyskoteka w sali 308. przyszłam tylko dlatego, że miał być na niej pewien wojtek. nikt, absolutnie nikt nie miał wtedy pojęcia, że się w nim kocham na zabój, i chyba do dziś nikt tego nie wie. łącznie z nim samym. no więc…

z mych rozlicznych wspomnień muzycznych wybieram dziś jedno – z roku bodajże 1993 – kiedy mój ówczesny chłopiec puszczał mi na magnetofonie kasetowym nagrania zespołu Ziyo – podniecony i zachwycony swym odkryciem tej jakże alternatywnej i oryginalnej muzyki: posłuchałam chwilę, bardziej przez grzeczność niż zainteresowanie, po czym wtrąciłam nieśmiało, że……

strona główna > codziennik > mopsy > kumok > miszur > czuczu wiedzą to już chyba wszyscy, że „życie bez mopsa jest możliwe, ale kompletnie pozbawione sensu” – a im więcej mopsów, tym świat nabiera nowych… eee… sensów. oraz wymiarów. gabarytów. kształtów. przeważnie obłych. prowadzamy więc te nasze obłe córeczki, żeby się…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek