2003-08-22 uczennicę gościłam u siebie bladym świtem (czyli o 9.00) bo potem do pracy biegłam, ochoczo rzecz jasna, wszak cosmo-harcerką być próbuję! Bleh. Obudzona przez natarczywe pikanie komórki, spłukana rześkimi strugami prysznicowymi, usiadłam sobie na brzegu łóżka i trzęsąc się z zimna, zastanawiałam się – co ja mam dzisiaj „przerabiać”…
2003-08-20 Zdolna jestem i spostrzegawcza, i poczytalna , i w ogóle. Przed wyjściem z pracy komórkę swoją na biurko rzuciłam, obok wywalonych wcześniej papierów, babskich gadżetów i kosmetyków (dwie szminki! bosz, przecież ja się w ogóle nie „szminkuję”!!?), podstawka na kadzidełka kupiona w lutym i resztka perfum, których ostatnio…
2003-08-13 czyli gotujemy obiad! Najpierw Lu starła ser żółty na tarce, bo to jej numer popisowy. W tym czasie Zaz odmierzała dwie porcje kaszy kuskus i zastanawiała się o ile kubek jest większy od szklanki. Potem dziewczęta nachyliły się razem nad zakupioną puszką groszku i po chwili głębokiej zadumy postanowiły…
2003-08-12 Pamiętacie taki czeski (kultowy dla mnie) filmik „Nikogo nie ma w domu” emitowany bodajże przez p.Zygmunta i Pankracego w każdy piątek? Niewielki chłopczyk – samopas puszczony w przestrzeń mieszkania, podczas gdy rodzice w pracy (ach, ta epoka socjalizmu z ludzką twarzą! ;p) – cuda i brewerie wyprawiał rozmaite, a…
2003-08-10 Lu „weszła w posiadanie” wakacyjnego delikwenta, którego naucza po anglijsku. Słomiany wdowiec, familię na wywczas wyekspediował i Lucynkę na swoich salonach (zapewne pośpiesznie zaaranżowanych na garsonierę) przyjmuje. Przed pierwszą wizytą u delikwenta obie zaliczyłyśmy paranoidalną jazdę: dostałam namiar na gościa (nazwisko, adres, telefon) i jeśli Lu nie zadzwoni po…
2003-08-09 Za oknem pełnia lata – zmysłowa noc sierpniowa – a ja sobie piję herbatkę owocową „Zimowa Baśń” (w rolach głównych: jabłko, głóg hibiscus, krążki cynamonu, goździki, wanilia), która wcale zimowo nie smakuje i słucham pani Jeretty Steele tęsknie śpiewającej „Calling You”… choć przecież mam Cię tak blisko. dzieli nas kilka…
2003-08-06 Pięknie! zalałam papiery kawa! Niby nic, gdyby nie to, że piszę [rysuję] piórem. Ekspresowo rzuciłam się do osuszania podmokłych kartek. Efekt? papier-mache z Bachelarda + brunatne zacieki na kremowym T-shircie, który – na swoje nieszczęście – był jedyną szmatą w pobliżu rozlewiska i został bezmyślnie pochwycony przez spanikowane dziewczę.
2003-08-05 Siedzę w łózku, przywalona książkami, papierami i flamastrami [sic!]. Rysuję wykresy, grafy i inne hieroglifo-piktogramy odzwierciedlające moją koncepcję teoretycznoliteracką. Bo nie z geometrii, ni architektury piszę pracę, lecz z poetyki i teorii literatury. A raczej – nie piszę, lecz (jak dotąd) rysuję, bo awersję mam do linearności i wolę…
2003-08-04 […] Pojęciem literatury realistycznej posługujemy się tu w sensie określonym przez Włodzimierza Ławniczaka [w: Elementy marksistowskiej metodologii humanistyki] , a przez literaturę fantastyczną będziemy rozumieli przeciwieństwo tej pierwszej, to znaczy taki wytwór czynności artystycznej, który charakteryzuje się cechami dokładnie odwrotnymi względem określonych dla przedstawień typu realistycznego. W.Ławniczak, ustalając tożsamość…
2003-08-03 Coraz więcej pragnę, coraz więcej mi potrzeba. Przekraczanie kolejnych granic. Czy ktoś ma prawo mnie powstrzymać? Chciałabym. Gdy ktoś próbuje – gryzę. Nie sposób ze mną wytrzymać. Tak jak teraz gdy mówię, a chciałabym powiedzieć coś zupełnie innego. Nie wolno. Wszak istnieją GRANICE PRZYZWOITOŚCI.
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek