czy może być coś przyjemniejszego niż sobota spędzona w pracy? nie sądzę. dlatego też pozwoliłam sobie rozkoszować się tym dniem z czołem opartym o blat biurka i rękami bezwładnie zwisającymi po obu stronach fotela. świat dział się i stawał, newsy śmigały mi nad głową, a ja – głucha na wszystko…

czuję egzystencjalny niepokój, więc robię zdjęcie, by uwiecznić tę chwilę. wychodzi mi autoportret z pastą do zębów apdejt: always look on the bright side of life. oglądam teletuby, jem ruskie pierogi i rozmyślam, co namalować na suficie w łazience. wszelkie sugestie mile widziane.

z premedytacją pozwalam umierać balkonowym kwiatom. chciałam, by wyrosły piękne. wyrosły takie sobie, kruche i łamliwe. inne ledwo wykiełkowały, cienkie i niemrawe. jakis czas temu z hukiem zwaliła się 80-centymetrowa skrzynka z kwieciem. chyba w ramach moralnego sprzeciwu. tak więc kwiatom dziękuję niniejszym za współpracę. dla mnie lato już się…

łaknę wyznań miłosnych. nawet jeśli miałyby okazać się deklaracjami na wyrost.

jestem na chorobowym i od rana uprawiam khe khe khe, niemal wyczynowo. siedzę w domu, w powyciągancych bojówkach, burym polarku, bo wiadomo – zimno, a przede mną piętrzy się zupełnie niemetaforyczna kupa. kupa roboty. za każdym razem, gdy mam ochotę jej dotknąć, zbiera mi się na wymioty. nie myslę o…

znów będę monotematyczna, ale w końcu to mój kawałek internetu, więc mogę go zaśmiecać swoimi problemami. pisałam już, że ostatnio słabuję? chyba wielokrotnie, ale nic to – powtórzę. słabuję, niedomagam, podupadam, doskwiera mi. potykam się o własne ciało na każdym kroku i zakręcie. podczas ostatniego spotkania z A., kiedy szłyśmy…

gościu, siądź pod mym liściem, a odpocznij sobie * * * coraz więcej przebywam z ludźmi i coraz więcej się od nich uczę. rośnie moje drzewo wiadomości dobrego i złego. wczoraj na przykład nauczyłam się, że pewne rzeczy/zdarzenia/ wszystkie te metaforyczne „kupy” trzeba po prostu ominąć i iść dalej, spokojnie,…

po raz kolejny organizm odmówił mi posłuszeństwa. i zrobił to właśnie wtedy, gdy najbardziej go potrzebowałam. a on po prostu wziął i się zdezintegrował, porozpadał na niepasujące do siebie kawałki. i tak sobie trwa w najlepsze. ponieważ nie mam pojęcia, co tak naprawdę mu dolega (oprócz tych badań z maja,…

jest mi tak słabo, że ledwo dowlokłam się do domu, gdzie zaliczyłam potężne rzyganie. teraz mam 38 stopni gorączki i wszystko mnie boli. to się chyba nazywa psychosomatyczne podejście do tematu. albo jakoś tak. a poza tym – czuję żal i wściekłość. oraz bezradność.

nawet w najpiękniejszych okolicznościach przyrody, podziwiając płynące po niebie obłoki i świergot ptaszyn w gałęziach drzew możemy przypadkowo wdepnąć w pokaźną kupę. i choc nikt z nas jej nie zrobił, po chwili ślady gówna noszą na butach wszyscy. bez wyjątku. nawet, kiedy sama kupa zniknie już w odmętach biotopu, atmosfera…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek