
potrzebuję uwagi i zaangażowania na codzień. pokornie uczę się tej codziennej gotowości i tego samego zaczynam oczekiwać od innych. nie ma „od święta”. jest tylko codzienność. i już jest „jutro”.

dziś w nocy śniło mi się bezpieczne schronienie. wymarzonyw dzieciństwie domek na drzewie, którego nigdy nie miałam, bo jako „dziecko po wstrząsie mózgu” nie miałam nawet wrotek, żeby nie narażać już nadwyrężonej głowy. no więc domek na drzewie. po cieniutkiej drabinie ze skręconych korzeni, lian i leśnego chrustu wspinam się…

Czy ja zawsze muszę tryskać energią, mieć sto pomysłów na minutę i trajkotać trzy-po-trzy? Nie sądzę. Na ten weekend zrobiłam sobie wolne od „pozytywnego nastawienia do całego świata”. Nie odbieram telefonów, nie odpisuję na smsy, nie gotuję bigosu z brokułów, ani nawet nie śpiewam pod nosem mojego ostatniego powerplaya dla…

najtrudniej jest zacząć tydzień. pogodzić się z myślą, że „tak to będzie wyglądało” i wbić sobie do głowy przekonanie, że „dam radę”. i pamiętać, że to wszystko wygląda tak strasznie tylko z tej mojej, domowo-ciepłej perspektywy, bo kiedy w to wejdę, kiedy zacznę nadawać w określonej częstotliwości, przestanę czuć jakikolwiek…

jestem w rzymie, albo jakimś innym antycznym mieście. stoję na rozległym wzgórzu wyłożonym kostką brukową i zamkniętym z każdej strony jakąś wielce historyczną budowlą. sądząc po kolorze nieba, jest jakaś czwarta lub piąta po południu. mam na sobie zwiewną sukienkę, jedwab czy inną szlachetną materię w żywym ubarwieniu. chcę zwiedzić…

założę się, że wino, które piliśmy dziś w nocy, było co najmniej halucynogenne. w zasadzie nie wino, a wina. bo każdy przyszedł z inną butelką/gatunkiem/kolorem. mieszaliśmy aż iskry szły. po mieszkaniu (prócz uroczych istot płci obojga) szalał dziki pies z gumową, piszczącą wniebogłosy piłką. pluł się i lizał nas po…

Czyli – „fszyscy klaszczom, śpiewajom i robiom meksykańskom fale”. Właśnie tak. Pamiętacie Jerzego Połomskiego i jego nieśmiertelny hicior „Cała salaśpiewa z nami”? Do dziś funkcjonuje jako symbol biesiadnego kiczu i przaśnej masówki, których – rzecz jasna – unikamy jak ognia. A poza tymjakim prawem jakiś wypomadowany bubek w retro-peruce ma…

O kulcie supermarketów i niedzielnych pielgrzymkach do miejsc uświęconych handlem detalicznym powiedziano i napisano już chyba wszystko. Począwszy od statystycznych analiz postaw konsumenckich, przez socjologiczne raporty na temat popytu i podaży, a baudrillardowskiej wizji simulacrum skończywszy – tak czy inaczej: „sópermarket rzondzi” i basta! Wiem co mówię, bo niejeden raz…

Coraz częściej przekonuję się, że w dzisiejszym świecie „światopogląd” jest towarem deficytowym. No dobra, nie mam zamiaru się nadymać i uderzać w wysokie tony, odstawiając dramat w trzech aktach pt. „O czasy, o obyczaje!” Dziwi mnie tylko, że moi rówieśnicy coraz rzadziej mówią własnym językiem, coraz częściej zasłaniają się wygodnym…

wracają ci, którzy kiedyś uciekli. trwają ci, którzy byli zawsze. znikają ci, których nigdy nie było. porządkuję sobie wszystkie partycje dysku. naprawiam pliki systemowe. jaka radość – zaczynać na czysto.
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek