nosząc codziennie aparat w torebce, wcale nie robię zdjęć – odpowiadam, że zimno mi w ręce. zamiast po prostu przyznać się, że od kilku tygodni chodzę ze wzrokiem wbitym w ziemię.
przyrzekam, że od jutra przestanę być taka zajebiście zmęczona.
i pomyślę, że naprawdę mam depresję. jutro poniedziałek. wszystko od nowa. nie, ta praca nie daje mi satysfakcji. owszem, radzę sobie świetnie. eksperyment się udał. ale już dosyć, już nie chcę, starczy. chcę znów mieć spokój. proszę.
budzę się o godzinie 17.00 i chce mi się płakać. czuję się jak alicja, która zaplątała się gdzieś w czasoprzestrzeni i przez przypadek trafiła do kolejnego odcinka przygód trans-formersów.
ma oznaczać 12-godzinny dzień pracy i zwalanie się do domu o 21.00 li tylko w celu wyspania się przed kolejnym dniem w korporacji, to ja to – że tak powiem – pierdolę. mnie to nie bawi. mnie to mierzi. mnie to zniesmacza. dziękuję. wysiadam. dalej pojedziecie sobie beze mnie. adios!…
czasem zastanawiam się, po co ludzie czytają blogi w zasadzie obcych sobie ludzi? żeby ich poznać? z czystej, ludzkiej ciekawości? od niechcenia i z nudów? po co? chyba wciąż za mało wiem o tym wszystkim. albo czegoś nie potrafię zrozumieć. naiwnie, jak dziecko ciekawa jestem innych. lubię rozmawiać z ludźmi…
pełen jasnego powietrza i fosforyzujących plam słonecznych na drewnianej podłodze. herbata w białej filiżance, która wcale nie podoba się i., a mi wręcz przeciwnie. szuram sobie boso po moich mikro-włościach na końcu świata, chociaż lepiej zabrzmiałoby – w zamyśleniu przemierzam zalane słońcem pokoje i przestronne amfilady. tja. przesadziłam moją 20-letnią…
dziś po raz pierwszy od czasu jego tragicznej śmierci w maju zeszłego roku śniłam o p., z którym spędziłam 4 lata mojego nastoletniego wtedy jeszcze życia. pierwsza miłość przez małe m. pierwsze wszystko. bolesne i może niepotrzebne. ta miłość bolała mnie wtedy tak samo, jak teraz świadomość jego śmierci, w…
jak to miło wczesnym rankiem wyjść z domu i nie zderzyć się czołowo z zimnym, zacinającym deszczem albo stalowoszarą ścianą zmrożonego powietrza. toteż brykam sobie radośnie po śródmiejskich trotuarach, pozbywszy się w końcu ciężkich buciorów i watowanej kurtki do kostek, w której bardziej przypominałam napompowanego ludzika michelin niż współczesną ikonę…

idiotka poszła do sklepu odzieżowego znanej i powszechnie noszonej marki z zamiarem nabycia spódnicy. wypatrzyła na wieszaku odpowiedni model, rozmiar i kolor, a następnie udała się do przymierzalni, którą po 5 minutach opuściła lekko podkurwiona, by świńskim truchtem podążyć w stronę wieszaków i wymienić ubiór na stosowniejszy. no żesz kurwa,…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek