przed wyjściem do pracy próbuję się skupić, zmotywować i zebrać w sobie. przede mną rozbabrany tekst, którego nijak nie mogę dokończyć, dopisać, zamknąć. to znaczy – niby mogę. intelektualnie mogę, ale mentalnie nie bardzo. po raz kolejny okazuje się, że o wszystkim decydują moje emocjonalne wyziewy. „nie będę dla ciebie…
jest piąta rano. znów nie śpię. znów mną miota. dlaczego nad ranem przychodzą najlepsze pomysły, błyskotliwe porównania, dźwięczne rymy czy najcelniejsze riposty (przeterminowane zaledwie o 2 dni i kilka godzin)? no dlaczego, pytam się grzecznie? czasem mam wrażenie, że jestem niejako „przesunięta” o cały interwał czasu i gdyby tylko udało…
na pytanie, czy ludzie się zmieniają odpowiem ze smutkiem, że nie. przybierają jedynie mniej lub bardziej wyuzdane formy narcyzmu lub zakompleksienia.

religijna to ja nigdy raczej nie byłam, ale powiedzmy, że przy okazji wiosny weszła we mnie niepostrzeżenie ta rozbudowana metaforyka odrodzenia – ku nowemu, lepszemu, piękniejszemu. i w ogóle upgrade totalny.
mój organizm po raz kolejny dał mi bolesną nauczkę, przypominając tym samym, że wymaga specjalnego traktowania jak jakiś ratlerek francuski czy inny pudel salonowy. a może to ja przesadzam i wciąż nie chcę zrozumieć, że nie jestem czołgiem? bo może to logiczne, że po 20 miligramach lekarstwa-zwalającego-z-nóg nie powinno się…
czasem myślę sobie, że poruszanie się po drogach jednokierunkowych jest po prostu nieekonomiczne. podobnie jak granie w piłkę z betonową ścianą. „prawie jak…” robi jednak różnicę.
zamiast zapalić za Ciebie świeczkę w jakimś kościele, wolałabym napisać list, albo wysłać smsa gdzieś w przestrzeń. i powiedzieć Ci to wszystko, czego nie zdążyłam, myśląc, że kiedyś jeszcze się spotkamy, bo przecież emocje już opadły, a każde z nas ma własne życie. Twoja śmierć to jakiś makabryczny żart. podobnie…
kiedy latem zeszłego roku po raz pierwszy usłyszałam „man is the baby”, coś mnie w środku zabolało. i boli do dziś. cholera, nie wiem, na czym to polega, ale zawsze – ilekroć słucham pieśni (nie, nie piosenek, ale pieśni) antony’ego dławi mnie w gardle i chce mi się płakać. i…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek