
ktoś mi ostatnio w komentarzach zarzucił, że język na bloguniu jest jak z rynsztoka i nie da się tego wszystkiego czytać. chcąc się ustosunkować to tej jakże ważkiej kwestii, powiem tyle: – no japierdolę, bez przesady ;) a teraz pytanie retoryczne: – iloma “kurwami” można rzucić podczas jednej sesji porządkowania gratów…

mój Hercules jest śliczny, szybki i zwinny. ja nieco mniej. dlatego – wsiadłszy nań ostatnio i pojechawszy z Roz na miejską przygodę – w ciągu jednego zaledwie wieczoru spadłam zeń jakieś pięć razy. w listach do redakcji często pytacie mnie, jakim cudem można spaść z miejskiego roweru typu damka podczas…

łkałam ostatnio na blogusiu, jak głęboko mnie upokorzyła oraz gwałtownie sponiewierała trwająca przeszło tydzień grypa żołądkowa, w ramach której zaliczyłam: spazmy na łazienkowym dywaniku, nirwaniczne omdlenia i majaczenie, konwulsje na sedesie i jodłowanie wprost z trzewi do plastikowej miski. och, no nie byłabym sobą, gdybym zataiła przed światem tak malownicze…

niedzielny poranek. najpierw do Posłańca wpada nasz posłaniec i sprawdza, czy kuchnia już wydała… ooo, panie… wydała. i to jak wydała! nabogato!!! no więc posłaniec szybciutko – cyk! cyk! cyk! cyk! – rozsyła pikczersy po ziomkach z dzielni… i wrzuca na fejsbunia, żeby reszta świata doznała ślinotoku i…

* * * * * Mam na imię Olga. Nie po babci, nie po cioci, lecz po Tatusiu. A dokładniej po Korze z Maanamu. Serio serio. Dzięki, Tato! ;* Dopiero od kilku lat doceniam moc i energię tego…

zawsze wie lepiej. po stokroć. a na medycynie zna się bardziej niż dr Google i cała ekipa Seattle Grace razem wzięta. dlatego zaleczywszy grypę żołądkową opakowaniem nifuroksazydu, dwoma litrami coca-coli i gorzką czekoladą, trzeciego dnia uznała się za ozdrowieńca i poszła na spacer, a następnie nawpierdalała się arbuza i wiśni.…

czego mi brakowało do pełni szczęścia? oczywiście, że wirusa grypy żołądkowej. jestem zielono-fioletowa i najlepiej na świecie jest mi na dywaniku między wanną a sedesem. przeleżalam cały dzień w lóżku – najpierw w boleściach i konwulsjach, potem senno-nieprzytomna. nie wiem, czy na to się umiera, ale jeśli tak dalej pójdzie,…

nie dziwię się, że niektórzy mi zazdroszczą. jest czego. przecież mogę sobie pozwolić na luksus depresji, relaksującą rozpacz i twórcze gapienie się w sufit. bo – rzecz jasna – nie czekają na mnie żadne długi do spłacenia, rachunki i raty kredytu hipotecznego, żadne zobowiązania zawodowe i żadni ludzie, wobec których…

jestem, obecna. ale zgłaszam nieprzygotowanie do zajęć i brak pracy domowej. przepraszam. pomilczę jeszcze chwilę, a potem wszystko opowiem, dobrze? o diecie, owsiance i kaszy jaglanej, o sprzątaniu i myciu podłogi octem, o upale i włosach, które schną w pełnym słońcu, o tym, że najpierw nie mogę spać, a…

sama w domu. ogłuszam się muzyką. dopadł mnie niż. gdyż. znowu wątpię. powoli dociera do mnie, że pomimo rozpaczliwych codziennych prób zaistnienia – zawsze będę niedorzeczną obietnicą i niespełniającą się przepowienią. gdyby nie moje gabaryty – rzekłabym, że jestem ot, fraszką, błahostką, maleńkim stylistycznym lapsusem, zabawnym w formie, lecz…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek