
rzeczywistość wessała mnie bez reszty, mam energię, mam sny, wszystko wodzi mnie na pokuszenie oraz za nos, wprost na manowce. ale jest dobrze. nawet bardzo. paroksetynę zmniejszyłam do 20 mg. niestety nie chudnę, zatrzymałam się. zabałaganiłam dietę. nie szkodzi, przecież i tak każdego dnia zaczynam samą siebie od początku. …

Większa Niż mysikrólik Radość mysikrólika. (John Wills) zasada jest prosta: ciało nie jest w stanie pomieścić w świecie więcej niż 100% samego siebie. żadne nadwyżki nie wchodzą w grę. zwłaszcza gdy ktoś jest gruby i niejako poprzez wymuszenie bezprawnie wykorzystuje wszelkie przyznane mu limity, bonusy i ekstrasy ciało-przestrzenne. jeśli taki…

poranek miałam z tych raczej emocjonujących. strzelba, która wisiała na ścianie i miała huknąć dopiero w drugim akcie – strzeliła mi w twarz już przy podnoszeniu kurtyny. co za peszek! nerwóweczka. spektakl odwołany. obgryzanie paznokietków. brzydkie wyrazy. kawa rozlana na dywan i częściowo na Miszura. dzień jak co dzień. nie…

oczywiście, że nadal się odchudzam, dbam, pilnuję i takie tam – nie jem słodyczy, pszenicy i tysiąca innych rzeczy, ale faktem jest, że ostatnimi tygodniami tyle się działo (także w mojej głowie), iż jakoś tak przestałam się dietą podniecać i zaczęłam traktować ją naturalnie, mimochodem oraz najzwyczajniej na świecie. bożesz, kurwasz,…

po homeopatycznej dawce zopiklonu i sześciu godzinach umownego snu wstałam do życia bardziej niż mniej. a to już znaczący postęp i maleńki sukces. podwójne espresso w Posłańcu Uczuć i mroźne powietrze przesycone słońcem. rzeczywistość – jak dotąd – zadowala mnie w pełni. jakkolwiek wewnętrznie nic się nie zmieniło – nadal…

po kolejnej nieprzespanej nocy podkurwiłam się już nie na żarty – no bo co to ma być, do jasnej cholery?! czy ja wyglądam jakbym miała czas i siłę na takie zabawy?! gonitwo myśli, spierdalaj. z tej całej rozpaczy włamałam się do Sydowego opakowania krówek i zapodałam sobie mega wielkiego cukrowego…

aktualnie nie mam nic do napisania, bo się miotam. wściekle. kiedy wewnętrzne ciśnienie wzrasta do poziomu alarmowego – przestaję spać. a jeśli nawet zasnę, to krzyczę. jest mi gorąco. skronie pulsują pod opuszkami palców, zwierzę próbuje się wydostać. tylko spokojnie. bez emocji. sytuacja jest do opanowania. aplikuję sobie rozpaczliwe dawki…

a teraz konkretnie, po żołniersku i bez pensjonarskich metafor pełzających po “zamkniętych na głucho pokojach” – mówię, co następuje: blog Zazie zostaje. nie po to przez 11 lat nakurwiałam noteczki, obrazeczky i fidrygałki, żeby teraz zejść z pola bitwy i kurcgalopem uciekać przez krzaki oraz knieje, bo się panience fejsbuczek…

przepraszam, że tak bez słowa ostrzeżenia zrobiłam bloga na szaro. i na cztery spusty. mało elegancko, ale bardzo w moim stylu. ona miała dość, więc ona wyszła. trzasnąwszy drzwiami, strąciwszy wazon i niechcący stłukłszy żyrandol. nie, bez sensacji, nikt mnie na blogusiu czy fejsbuniu nie obraził, nikt mnie nie dotknął,…

coraz częściej zdarzają mi się wielodniowe przerwy w blogowaniu – zazwyczaj wtedy, gdy emocje buzują, a język mógłby niechcący napleść godnych pożałowania głupot. trzymam go wtedy za zębami, zaś ręce głęboko w kieszeniach. kurczowo. kopię kasztany, przeskakuję kałuże, nadeptuję na liście. namiętnie uprawiam cichą spacerologię, skrzętnie omijając drażliwe i zbyt…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek