
strona główna > codziennik > mopsy > kumok > miszur > czuczu tuż za włazem Sputnika z jednej strony rozciąga się fosforyzująca zielenią Galaktyka Liściastego Chlorofilu, z drugiej zaś – bezkresne połacie Błękitu Turnbulla ze skał heksacyjanożelazianu, pośród których dryfują sobie mopsy: pozapinane w kosmo-kapoki chroniące ich gumowate ciałka przed naporem elektromaterii i deszczem…

schudłam już 14kg. jeszcze tylko kilogram i – tak jak sobie sama obiecałam – napiszę wam wszystko o mojej diecie. dlaczego dopiero po utracie równych 15kg? ot, z wrodzonej przekory. zważywszy na to, że do tej pory miałam raczej w zwyczaju popisywać się swoim słomianym zapałem, ogłaszać wszem i wobec,…

siedząc w ciasnym kokonie własnej głowy, nie wykazuje się jakiejś szczególnej chęci na rozmaite formy życia stadnego. usiłując jednak wyjść poza windokrąg urojonych postaci z materii nieożywionej i ich pokrętnych życiorysów, bywa, że się człowiek zagalopuje w rozpaczliwie wskrzeszanym entuzjazmie i nieopatrznie rzuci hasłem: „juu-huu, piknik na trawie!”, którym praktycznie od…

radosne poranne „dzień dobry” w bramie naszej ochockiej kamienicy: chodzę jakaś taka zadowolona, pełna pomysłów i entuzjazmu. zupełnie jak nie ja. wygrzebuję z kamienicznego śmietnika opowiadania fantastyczne pisarzy radzieckich, a w głowie mam same nie pstryknięte jeszcze zdjęcia. Sue Ryder wita mnie słońcem w konarach drzew… a mnie się gęba śmieje…

lądowanie w codzienności obyło się bez ofiar, aczkolwiek zyskało postać siarczystego jebnięcia w glebę pokrytą trawnikiem: oraz kocykiem. czyli: zebranie statutowe Sputnik Studio wszyscy jesteśmy poważni, odważni, zwarci, gotowi, bojowi. i odmieniamy oblicze świata. przynajmniej mopsiego. Bułka pada płazem przed pudlem, zaś Nindża nakurwia galopem celem pożarcia wyżej…

jak powszechnie wiadomo – wszelkie święta spędzamy poza czasoprzestrzenią powszechnego świętowania. jak najdalej od wszystkiego. i jak najbliżej siebie. tym razem – zupełnie niespodziewanie – przygarnęli nas Nasi Najmilsi Ochocianie do swojej leśnej głuszy… …której nie ma na żadnej mapie, w żadnym przewodniku, ani na żadnej z gps’owych tras. zgubić się po…

okazuje się, że kwestia odchudzania i moje beznadziejne ciuchy to dopiero początek. aby życie ze mną było możliwe i nie groziło załamaniem nerwowym tudzież innymi obrażeniami psychofizycznymi, muszę jeszcze zmienić w sobie pierdyliard rzeczy, począwszy od sposobu, w jaki wstaję z łóżka. na nie wiem czym skończywszy. póki co –…

dni mijają tak szybko, że nie wyrabiam. no po prostu nie wyrabiam na zakrętach. od rana do wieczora latamy Sputniczkiem po całej galaktyce i siejemy chaos. ja dodatkowo sypię jeszcze brokatem i cekinami. nadal chudnę, ale jakos tak mimochodem. nie myślę o tym zbyt wiele, bo i o jedzeniu jakoś…

zostawić w łóżku dwie chrapiące paróweczki pachnące siuśkiem, chrupkiem i ciepełkiem… żaden kurwunia problem. już lecę! because I’m happy! clap along if you feel like happiness is the truth! hell yeah! pochmurny, lodowaty poranek i wyjący na dzień dobry alarm w Sputniku. poniedziałek, poniedziałeczek, poniedziałkunio. zawsze następuje po piąteczku. czego chcieć…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek