
Pisałam ostatnio, że jestem niesamowicie spokojnym człowiekiem. Dopóki się nie zdenerwuję. Bo jeśli to nastąpi, to nie sposób mnie zatrzymać, więc logiczne, że lepiej uważać. Od wielu lat – a dokładniej dwunastu – niektórzy z czytelników bloga Zazie sporadycznie testowali moją wytrzymałość nerwową na okoliczność bluzgów w komentarzach, prostackich wyzwisk…

wszyscy mówią: kocham cię. no dobra, może nie do końca, że kocham, bo wszyscy mówią: pisz! a ja im mówię, że nie mogę i tłumaczę, że nie umiem. przecież piszesz bloga! – mówią, a ja im na to, że blog to nie jest pisanie. blog to są odpadki rzeczywistości, to jest…

ileż razy można sobie powtarzać, przekonywać się, wpychając palec w ziejącą ogniem ranę? otóż wiele, wiele razy. i z każdym kolejnym przyjmować to do wiadomości jeszcze głębiej, godząc się pokornie na istniejące status quo – coraz mocniej uświadamiając sobie, że nic oraz nigdy. dobra, w porządku. nie szkodzi, nic się nie stało.…

Pewien angielski piłkarz wypowiedział zdanie, które bardzo mi się podoba: “Strzelanie goli to moja praca”. Podoba mi się ono z wielu względów. Jest w nim radość z gry w piłkę i stwierdzenie, że futbol to praca jak każda inna, ale też radość z pracy. A pisanie to z kolei…

to była dziwna noc. planowałam się nie upić. ale się jednak upiłam. i to gruntownie. czystą wódką. chyba nawet tańczyłam. czy coś w tym stylu. tej nocy wydarzyło się coś jeszcze. musicie wiedzieć, że zasadniczo jestem niespotykanie spokojnym człowiekiem, kwiatem lotosu i niewzruszoną taflą jeziora, która przyjmie w swe odmęty absolutnie…

chcieliście poczytać o szczegółach mojej diety, więc proszę – napisałam Wam wszystko, co wiem. jesli ktoś zacznie mi teraz marudzić, że „Too long, didn’t read” – to nie ręczę za siebie. buziaczki! Ci, którzy śledzą na blogu Zazie moje wieloletnie zmagania z rzeczywistością, wiedzą, że jakiś czas temu something went…

kiedy 3 lata temu dostałyśmy z Syd kredyt hipoteczny na 30 lat i kupiłyśmy nasze wymarzone mieszkanie na Starej Ochocie – moją spontaniczną reakcją, której właściwie do dzisiaj nie potrafię sobie racjonalnie wytłumaczyć – było włączenie na full “sing hallelujah!’ dr albana [klik!] i uogólniony atak radości wraz poczuciem absolutnego…

zimno. ciepło. gorąco. i znowu zimno. all four seasons in one day. emotional landscapes. oraz the land between solar systems. moja skorupa nie wytrzymuje tego naporu żywiołów. taka jestem niby twarda, a tu proszę – pękam. kruszeję. eroduję. erotyzuję. teoretyzuję, rzecz jasna. nic się nie dzieje, spokojnie. zaciągam suwak pod…

kiedy myślę o tym, co mnie w życiu nakręca, pobudza, nastraja, rozgrzewa, wzrusza, otwiera, zamyka, zamraża, spina, rozluźnia, podnieca, studzi, doprowadza do euforii, ekstazy, łez i stuporu – myślę o muzyce. jestem totalnie dźwiękowo-zewnątrzsterowna, można mnie koncertowo zmanipulować przez uszy. jestem uzależniona od muzyki i nie potrafię bez niej żyć…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek