
strona główna > codziennik > mopsy > kumok > miszur > czuczu o spaniu i nie-spaniu z mopsami pisałam na blogu już kilka razy: – o tym, że nie sposób podjąć jedynie słusznej decyzji i trzymać się jej konsekwentnie – i o tym, jak w okresie “łóżkowego embargo” mopsy szturmują bladym…

myślę sobie teraz, że to wszystko jest jednak prostsze niż sądziłam do tej pory. depresja depresją, euforia euforią, ale przecież nie jestem bezwolną marionetką sterowaną odgórnie przez jaśnie- i niemiłościwie panujący mózg. chyba. może… większość rzeczy w moim życiu powinno zależeć nie mojej choroby, lecz być kwestią moich świadomych decyzji…

tyle bym chciała napisać, ale nie mogę. po prostu nie mogę. zamiast słów i zdań przemierzam alejki pobliskiego parku, pokonując kolejne kilometry. aktualnie tylko to daje mi siłę i namiastkę dawno utraconej pewności siebie. chodzę, idę, zmierzam, ani na krok nie zbliżając się do celu. uświadomiłam sobie ostatnio, że…

otóż mam ogromną słabość do muzyki brazylijskiej, a raczej śpiewania, mówienia i życia w brazylijskiej odmianie portugalskiego, który uważam za najbardziej zmysłowy język świata: melodyjny i szeleszczący, a zarazem intensywny, dziki i pełen pasji – mówiony seksownym, niskim i lekko zachrypniętym głosem Sonii Bragi. bo to od niej – a…

znów wdrapałam się na szczyt. nawet nie wiem kiedy i jak. nie wiem też, jak długo tu zabawię oraz o co zahaczę, spadając. i jak nisko upadnę następnym razem. staram się jednak o tym nie myśleć. depresja nie jest cechą mojego charakteru. depresja to nie jest mój zły humor, moje…

chciałam to mam. wiadomo – uderz w stół, a odezwą się nożyce, grzebień, grabie oraz widły do przerzucania internetowego gnoju. zacnie jest mieć hejterów, którzy – gotowi na każde wezwanie – usłużnie dopierdolą ci w komentarzach, bezinteresownie zmieszają z błotem w mailach albo zaspamują bloga swoim badziewiem. po ostatniej notce…

chcę napisać kolejną notkę na bloga, ale kompletnie mi nie idzie. nie, bo nie. nie i już. zazwyczaj jest tak, że po prostu siadam i piszę – szybko i bez zbytniego namysłu – zwłaszcza wtedy, gdy mam coś innego do roboty. zwłaszcza wtedy, gdy to coś jest pilne. owszem, wisi…

nie zaglądałam tutaj przez ostatnie tygodnie. chyba nie miałam nic do napisania. no dobra, miałam, ale z jakichś nieznanych (albo i znanych) sobie powodów – postanowiłam na ten temat milczeć. tak jak na większość innych tematów. ostatnio poczułam się lepiej, wyszłam na powierzchnię, do ulubionych ludzi, zaczęłam oddychać, rozmawiać, śmiać…

jestem dokładnie pośrodku, w połowie drogi, tkwiąc przeważnie w epicentrum swojej egzystencjalnej sraczki. upaskudzona po kokardę próbuję jeszcze recytować jakieś szatańskie wersety i obrazoburcze manifesty, ale wychodzi mi to raczej marnie. chuja tam. Mam znowu doła, znów pragnę śmierci. Wszystkie formy samobója przed oczyma stają mi. Nic nie mam, tylko…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek