ponieważ bardzo-ale-to-bardzo zmęczyłam się dzisiejszym trwonieniem i rozpierdalaniem czasu (z tego wszystkiego zaczęłam nawet – o zgrozo! – pisać blogusia i układać skarpetki w pary), myślę że bez zbędnych wyrzutów sumienia mogę się już udać na spoczynek. jestem z siebie tak makabrycznie zadowolona, że jeszcze chwila, a zacznę tłuc głową…
jakieś złe we mnie wejszło i wyleźć nie kce. dusiołek usiadł mi na piersiach. i gniecie. tchu mi brak i rzężę sobie z cicha, od czasu do czasu pokasłując. żeby to jeszcze dopadła mnie jakaś spektakularna gorączka z majaczeniem, zmysłowa chrypa lub budzący współczucie smark do pasa. żeby gdyby, ale…
– gdzie idziesz na andrzejki? – nigdzie. – jak to? więc siedzisz dziś w domu? tak-to. siedzę w domu. nie bawię się w andrzejki. nie leję wosku. nie wróżę. od 10 lat. podziurawione serce z czerwonej stearyny. podziurawione serce z czerwonego mięsa. nie bawię się już w andrzejki. bo tak.…
piszę od nowa. tak jak wtedy, kiedy sprowadziłam się tu z piramidą kartonowych pudeł, a na ścianie miałam jedynie kaligrafię od a., która jeszcze wtedy coś znaczyła. i jedna i druga. teraz znaczenia się zatarły. ntwd ujęłaby to inaczej – po latach signifiat wyznało światu swą pustkę i przyznało się…

no faktycznie. tu wylewam żale, których nie mam wcale. nie odczuwam presji jesiennej depresji.
wygląda na to, że społeczeństwo, a przynajmniej ta jego zła i plugawa część, do której mam czelność i przyjemność należeć po wyborach oszalała ze szczęścia. zaczęło się w poniedziałek, od samego rana – wchodzą do redakcji, od progu drąc radośnie ryje. ćwiczą ciosy karate na korytarzu. wespół z dyrekcją niechcący…
słoik czarnych oliwek słoik suszonych pomidorów człowiek zaznaczony krzyżykiem fun for me. apdejt: nie ma większej przyjemności niż stanąć nad cudzą kartą do głosowania i dyskretnie wskazywać palcem nazwiska ;P komentarze ze starego bloga zazie-dans-le-metro.blog.pl

to bardzo powoli się zaczynało. najpierw mnóstwo blasków, zapachów, drobnych świateł. teraz płonie. poważnie. ogień stawia swoje stopy ostrożnie. ja to sobie tańczę.. siedząc przed lustrem, nieruchoma, z zamkniętymi oczami. tańczę to sobie. ja to sobie tańczę. wyjąc bezgłośnie, postępując tuż za ogniem. powoli. powoli. powoli. tańczę to sobie. [m.świetlicki, pogo]…
zaczęło się gorzej niż źle. gdyż albowiem. w godzinach poźnopopołudniowowieczornych siedziałam jeszcze w pracy, zgłębiając naturę mej rozwijającej się depresji, badając ją z pasją – tak jak językiem bada się rosnący gdzieś z tyłu ząb. dobra, koniec metafor – wesoło mi kurva raczej nie było. więc zasadniczo nie ucieszyłam…
związałam sobie rączki jak do modlitwy i nadal nie mogę zasnąć. słucham cocorosie i zasadniczo chce mi się płakać. klepię zamówione teksty, a wordowy asystent w kształcie spinacza patrzy na mnie wymownie i wzdycha z politowaniem. komentarze ze starego bloga zazie-dans-le-metro.blog.pl
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek