
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie.
Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
Powstał w czasach, kiedy internet był jeszcze miejscem pisania i czytania, a nie performansu i lansowania chwilowych trendów.
Nigdy nie gromadził tłumów, nie zdobywał nagród, nie był projektem tworzonym pod zasięgi i popularność.
Przetrwał mody, social media i algorytmy. Może dlatego, że nigdy nie był od nich zależny.
Istnieje nadal, bo wciąż mam coś do powiedzenia – nie zawsze mądrze, niekoniecznie głośno, rzadko kiedy efektownie.

chciałam to mam. wiadomo – uderz w stół, a odezwą się nożyce, grzebień, grabie oraz widły do przerzucania internetowego gnoju. zacnie jest mieć hejterów, którzy – gotowi na każde wezwanie – usłużnie dopierdolą ci w komentarzach, bezinteresownie zmieszają z błotem w mailach albo zaspamują bloga swoim badziewiem. po ostatniej notce…

chcę napisać kolejną notkę na bloga, ale kompletnie mi nie idzie. nie, bo nie. nie i już. zazwyczaj jest tak, że po prostu siadam i piszę – szybko i bez zbytniego namysłu – zwłaszcza wtedy, gdy mam coś innego do roboty. zwłaszcza wtedy, gdy to coś jest pilne. owszem, wisi…

nie zaglądałam tutaj przez ostatnie tygodnie. chyba nie miałam nic do napisania. no dobra, miałam, ale z jakichś nieznanych (albo i znanych) sobie powodów – postanowiłam na ten temat milczeć. tak jak na większość innych tematów. ostatnio poczułam się lepiej, wyszłam na powierzchnię, do ulubionych ludzi, zaczęłam oddychać, rozmawiać, śmiać…

jestem dokładnie pośrodku, w połowie drogi, tkwiąc przeważnie w epicentrum swojej egzystencjalnej sraczki. upaskudzona po kokardę próbuję jeszcze recytować jakieś szatańskie wersety i obrazoburcze manifesty, ale wychodzi mi to raczej marnie. chuja tam. Mam znowu doła, znów pragnę śmierci. Wszystkie formy samobója przed oczyma stają mi. Nic nie mam, tylko…

w sobotni poranek, piekąc wegetariański pasztet z zielonej soczewicy, Syd puściła ‘take five’ davida brubecka, serwując mi tym samym soczewicowo-jazzową i prawdziwie ekstatyczną ‘magdalenkę’. jest rok 1993, lato. lipiec. a dokładniej – koniec czerwca i początek lipca. skończyłam ósmą klasę podstawówki i mam juz wakacje. większość moich znajomych zdaje…

są dni, kiedy czuję się gorzej. albo po prostu źle. wydaje mi się wtedy, że dni, w które czuję się lepiej albo po prostu dobrze – nie istnieją. i tak naprawdę nigdy nie istniały. i istnieć nie będą. nauczyłam się jednak, aby w takich momentach nie traktować siebie zbyt…

zablokowałam się na amen. nie mogę mówić. jestem jak ryba, która bezgłośnie otwiera usta i uderza głową w szklaną taflę. i nikt nie wie, o co mi kurwa chodzi. ludzie do mnie machają, stukają palcami w szybę, wrzucają papierki i drobne przedmioty, a ja się szamoczę, literując niemo…

pierwszego dnia kalendarzowej jesieni – w przedzień tej prawdziwej, astronomicznej – obudziłam się po czterech godzinach snu, pełna osobliwego oczekiwania. na co? bogini raczy wiedzieć. ja raczej nie. w poszarzałym powietrzu unosiło się równie zagadkowe nie-wiadomo-co, a napęczniałe wilgocią molekuły września obsiadały mnie jak muchy. albo głodne duchy. tymczasem stałam…

naszło mnie ostatnio na muzyczne wspomnienia [ klik! ], a ponieważ mam ich wiele i obawiam się, że niebawem zabraknie wolnych klasterów pamięci w moim mózgu – postanowiłam je tutaj sukcesywnie zapisywać. i tak na przykład, w roku 1984 – kiedy miałam 6 lat, chodziłam do czwartej grupy przedszkola przy…

ósma klasa podstawówki. lato, niemal koniec roku szkolnego. dyskoteka w sali 308. przyszłam tylko dlatego, że miał być na niej pewien wojtek. nikt, absolutnie nikt nie miał wtedy pojęcia, że się w nim kocham na zabój, i chyba do dziś nikt tego nie wie. łącznie z nim samym. no więc…

z mych rozlicznych wspomnień muzycznych wybieram dziś jedno – z roku bodajże 1993 – kiedy mój ówczesny chłopiec puszczał mi na magnetofonie kasetowym nagrania zespołu Ziyo – podniecony i zachwycony swym odkryciem tej jakże alternatywnej i oryginalnej muzyki: posłuchałam chwilę, bardziej przez grzeczność niż zainteresowanie, po czym wtrąciłam nieśmiało, że……

strona główna > codziennik > mopsy > kumok > miszur > czuczu wiedzą to już chyba wszyscy, że „życie bez mopsa jest możliwe, ale kompletnie pozbawione sensu” – a im więcej mopsów, tym świat nabiera nowych… eee… sensów. oraz wymiarów. gabarytów. kształtów. przeważnie obłych. prowadzamy więc te nasze obłe córeczki, żeby się…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek