21 lat temu, zakładając boga Zazie, napisałam:
„moja bezdomność, bezpańskość i nieokreśloność
zapragnęły nagle MIEJSCA.
właśnie tego miejsca w bez-czasie i bez-przestrzeni,
gdzie nikt mnie nie znajdzie,
gdzie mogę się schronić.”
Przybiegłam wtedy na bloga oszołomiona mnogością bodźców płynących ze świata, przytłoczona chaosem zdarzeń i międzyludzkich sytuacji, których do końca nie rozumiałam i nie potrafiłam się w nich odnaleźć. Przybiegłam jak zziajany dzieciak w ferworze podwórkowej zabawy, ze zmierzwionymi włosami i wypiekami na twarzy, żeby się szybko napić wody i biec dalej. Zostałam tu na wiele lat.
Dzisiaj moim bezpiecznym schronieniem jest dom, który stworzyłam sobie w prawdziwym życiu. Niechętnie go opuszczam, nie ciągnie mnie na podwórko. Dziczeję aż miło.
Może tym razem blog stanie się moim prowizorycznym tarasem, z którego – teoretycznie nadal będąc w domu – mogę uczestniczyć w życiu świata? Póki co schowałam Blogowy Codziennik za główną fasadą bloga, dając sobie iluzję nieco większej prywatności. Coś a la żywopłot wokół ganku.
Chcę tu być i chcę pisać, jednak lata kiełznania prawdziwych emocji – pod czułą, drobiazgową i rzekomo przyjazną kuratelą – zrobiły swoje. Wciąż się pilnuję, by nie pierdolnąć nieopatrznie jakąś nieoświeconą myślą bądź nieprzebudzonym słowem. Ale dosyć tego!
Jestem u siebie.
PS. Jeśli ktoś mimo wszystko trafi tutaj i znajdzie tę notkę – niech da proszę znać w komentarzach…


Dodaj komentarz