Przeszłość – nieostrożnie naruszona drgnięciem misternej konstrukcji bambetli, klamotów i rupieci – dostaje nagle torsji i szczodrze obrzyguje mnie artefaktami minionego czasu. I tak oto lecą na mnie płetwy, składane krzesełko turystyczne, sparciały gumowy termofor, woniejąca naftaliną czapa z lisią kitą albo futrzany kołnierz zakończony smętnymi nóżkami, elektryczna miska z masażem wodnym stóp, uprząż do ćwiczenia mięśni brzucha z telezakupów mango oraz bombki choinkowe.
Na chuj był mi ten jebany słoik, kurwa.


Dodaj komentarz