To miał być tylko primaaprilisowy żart, ale w sumie… czemu naprawdę nie wrócić na bloga? ;)
Blog Zazie kończy w tym roku 20. lat. I gdyby ktoś z blogowej przeszłości – spośród dawnych Czytelników – zapytał teraźniejszą mnie: “Zazie, co u Ciebie słychać?” – to musiałabym odpowiedzieć, że:
Mam złamane serce, bo Kumok odeszła. Ostatni rok był najpierw walką o jej życie, a potem rozpaczą po jego zgaśnięciu. Oprócz tego wiadomo, trwa wojna, przetrwaliśmy dwa lata pandemii i kolejne lata rządów katotalibanu. Ale Miszur nadal żyje.
Ze mną nie najlepiej, ale przecież mogło być gorzej: bardzo się zestarzałam i ważę 113 kg, ale jestem kochana i akceptowana, mam cudownego faceta i własny kąt w bezpiecznej odległości od Warszawy.
Z Syd już od dawna nie mam kontaktu, wykreśliła z życiorysu nie tylko mnie, ale także Kumoka i Miszura. Z mojego życia zniknął też Quentin, Czmuda, osobnik ukrywający się pod kryptonimem K. oraz wiele innych bohaterek i bohaterów dawnego bloga Zazie, którzy tłumnie przewijali się w notkach i na fotkach.
Zdziczałam i spustelniczyłam, ale nie narzekam. Zostali przy mnie najwytrwalsi, najfajniejsi i najbardziej osobliwi: taka na przykład Astrid, która podpisała pakt z diabłem i nic a nic się nie zmienia! Oraz Bianuszka, wyborny egzemplarz szalonej damy, która ani myśli się zestarzeć i – co najlepsze! – aktualnie jest moją Szefową :)))
Powiedziałabym jeszcze, że życie jest dobre i spoko, ale muszę się bardzo starać, żeby się nie osunąć w czarną przepaść, powalona jednym czy drugim podmuchem rzeczywistości. Czasami wieje naprawdę srogo. Lepiej jednak być trzciną na wietrze niż wielkim powalonym dębem.
2002 / 2022




Dodaj komentarz