Oczywiście, że nie należy mi wierzyć, kiedy mówię lub piszę, że oto koniec bloga, już nigdy! oraz żegnajcie, milknę na wieki! Nie sądzicie chyba, że jestem aż tak głupia i krótkowzroczna, by odbierać sobie prawo głosu oraz jedyną bezpieczną dla mnie formę komunikacji ze światem, w której nie muszę wychodzić ze swojej głębokiej nory, stawać przed ludźmi w całej swej okazałości i twarzą w twarz komunikować, o co mi się właściwie rozchodzi i dlaczego tak, a nie inaczej.
Słowo pisane jest jedyną formą, w której ja, Olga, występuję w przyrodzie – bez niepotrzebnych gestów, mimicznych zgrzytów i półgębnych uśmiechów, które deprymują mnie o wiele bardziej niż ewentualne błędy składniowe czy dyskusyjna interpunkcja.
Reasumując: dystans społeczny to mój żywioł, izolacja – moje drugie imię, a dobrowolna kwarantanna jest podstawową jednostką miary i wagi mojej lichej egzystencji. Ten blog jest jak balkon zawieszony nad światem, z którego mogę pluć pestkami w jedyną dostępną mi czasoprzestrzeń, którą – być może w tym momencie lub za jakiś czas – przetniecie wzdłuż albo wszerz trajektorią swoich kroków prowadzących ku szczytnym celom, wielkim ambicjom i wiekopomnym osiągnięciom. Ja jestem tutaj. Zastanawiam się, do czego mogłabym się przydać. Oraz komu.
Mieszkam w wysokiej wieży otoczonej fosą
Mam parasol, który chroni mnie przed nocą…
[Wieża radości, wieża samotności, Sztywny Pal Azji]


Dodaj komentarz