Decyzja, którą dziś podjęłam, nie należała do łatwych – ponieważ stoi w totalnej opozycji, do wszystkiego, co sobie ostatnio obiecywałam w kwestii zdrowienia i odżywiania – ale na tę chwilę wydaje mi się jedynym sensownym wyjściem z sytuacji.
Ostatni tydzień pokazał mi bezlitośnie, jak silny jest u mnie odruch “zajadania emocji”, a tym samym uzmysłowił, że jeśli nad nim nie zapanuję w sposób racjonalny i kategoryczny, to nie mam co liczyć na łagodne i polubowne rozwiązanie tego konfliktu.
Robota, którą aktualnie wykonuję i której będę się poświęcać przez najbliższe miesiące – odrobinę ryje mi banię i po całości targa mną emocjonalnie. Odreagowuję ją spaniem i wpierdalaniem. Jeśli sobie tego nie zabronię, a tym samym nie wezmę samej siebie za mordę, to mam jak w banku, że w tempie ekspresowym przekroczę na wadze setkę i na pełnej petardzie ruszę po rekord, puchar/ szampan oraz cukrzycę z miażdżycą w pakiecie.
Nie chcę. Nie mogę. Nie zrobię tego samej sobie.
Tak, wiem, miałam zdrowieć powoli i na spokojnie, z głową i sercem, ale nie mam na to czasu. Nie mogę przekroczyć setki, po prostu nie mogę. Jestem zdesperowana i przerażona tempem, w jakim tyję; zadyszką, którą łapię idąc ulicą; bólem kolan, który towarzyszy mi po przekorczeniu 85kg; rozstroje żołądkowo-jelitowe z przejedzenia oraz bezsilność i upokorzenie, które przeżywam codziennie, próbując wcisnąć się w za ciasne ubrania. I tak sobie myślę, że tu, gdzie zaczyna się cierpienie, kończy się cała ciałopozytywność.
Nie wytrzymam już dłużej uwięziona w tym wielorybim ciele.
Od jutra detox i stopniowe wchodzenie w ketozę. W praktyce oznacza to kilkudniowe całkowite wykluczenie z diety węgli i tłuszczów, które prowadzi do “przełamania metabolizmu” czyli wymuszenia na nim “zmiany orientacji” energetycznej – zamiast tak jak zwykle czerpać energię z dostarczanych mu węglowodanów, przy ich braku organizm zaczyna czerpać ją z zapasów tłuszczu i tzw. ketonów (ciał ketonowych) będących metabolitami spalanego tłuszczu.
Dzień: 00 |
Dystans: 0,0 km |
Waga: 96 kg |
Przyłączysz się? Ciałopozytywnie o życiu, tyciu i chudnięciu



Dodaj komentarz