Kiedy zaczynałam pisać bloga Zazie – w 2002 roku – miałam 24 lata, idealną figurę, masę kompleksów i srogo pojebane życie. W internecie czułam się wolna, bezkarna i anonimowa. Pisałam, co chciałam, wzbudzałam zainteresowanie, wzniecałam afery, pakowałam się w najdziwniejsze relacje, z których potem salwowałam się ucieczką, kwieciście opisując, co przydarzyło mi się po drodze.
Po 18 latach mam 40 kilogramów więcej, siwiejące włosy, mnóstwo kompleksów, spokojne życie oraz poczucie, że w internecie nie ma już miejsca dla starych bab, które nie mieszczą się w outfit-of-the-day w rozmiarze XS; nie potrafią wymalować sobie na twarzy światłocienia przy użyciu palety za 300 zł; nie noszą w chuście słodkiego niemowlaka, który lubi wybór, zwłaszcza, że jest “hajnidem”; ni chuja nie potrafią zorganizować sobie życia i kariery z pomocą bullet journala popularnej pani, która włada czasem; nie prowadzą biznesu kobiecym okiem ani nie osiągnęły sukcesu pisanego szminką, ani nawet kurwa wazeliną z rossmanna; a ich życiowy rozpierdol jest o wiele mniej malowniczy niż estetyczny bałagan chujowej pani domu. No i co zrobisz?
Nie, to nie jest tak, że desperacko pragnę uszczknąć kawałek tego influencerskiego tortu, bo nie powinnam jeść rzeczy, które mi ewidentnie szkodzą. Problem w tym, że straciłam dawną pewność siebie – mimo poczucia, że jestem w internetach “od zawsze” – i nijak nie potrafię zmieścić się w jakimkolwiek formacie.
Jasne, że zamierzam dalej pisać, bo nie wiem, co innego mogłabym robić. Przecież nie karierę. Tylko że czasem jest mi po prostu wstyd, że jestem stara, gruba i posiwiała, a mój outfit-of-the-day pomieściłby drużynę zuchów wraz z druhem drużynowym, kuchnią polową i latryną.
Ja wiem, że mogłabym schudnąć i ustawić mojego wewnętrznego GPS’a na Iris Apfel:

ale póki co tkwię w korku na wylotówce z Czarnej Dupy …

i bliżej mi do Jadwigi Grzyb, która nadal nie wie, czemu jej post został skasowany…
_____________
Marcin: – Dlaczego ty sobie wkręcasz, że jesteś stara?!! Co to, kurwa, balet??


Dodaj komentarz