cały problem polega na tym, że się boję.
po prostu boję się, że pisząc tego bloga, nie wytrzymam i popłynę,
wylewając z siebie cały ten żal, ból i resztę badziewia, które w sobie noszę.
nie mam z kim o tym pogadać, bo przecież oficjalnie już sobie ze wszystkim poradziłam,
jest dobrze, jestem w związku, jestem szczęśliwa. bo jestem, naprawdę.
ale tę część serca, która kiedyś należała do Syd, wciąż mam złamaną.
i nie wiem, czy kiedykolwiek się to zmieni.


Dodaj komentarz