Nieustannie krążę nieopodal, raz po raz próbując tutaj wrócić. Jak na razie – bezskutecznie. Choć poczyniłam pewien postęp, a mianowicie: loguję się, wchodzę od zaplecza, dla niepoznaki zostawiam znaki, przesuwam od niechcenia to i owo, dając sygnał tej przestrzeni, że jednak jestem, nadal żyję, a ona niezmiennie należy do mnie.
Przypomina mi to nieco Babcię Basię, która wychodząc z domu na zakupy, zawsze zostawiała włączone radio Jowita, napierdalające na cały regulator skoczne polki, oberki i kujawiaki z audycji “Muzyka folklorem malowana”. Kiedy nieśmiało pytałam, paczemu to radio, Babcia Basia – wyraźnie dumna ze swej przebiegłości – odpowiadała, że dla włamywacza. Ot, zagadka.
Mając lat niespełna 5, nie byłam pewna – i nadal, mając lat niespełna 40, również pewna nie jestem – związków tej ogłuszającej polki-galopki z owym mitycznym włamywaczem. Wtedy myślałam, że po prostu będzie mu weselej i skoczniej wynosić te babcine rżnięte kryształy, wielotomowe encyklopedie, telewizor Saturn i rzeczone radio Jowita w rytm swojskiego oj-dana-dana.
Dzisiaj w sumie myślę to samo.
[polka „Żyd w beczce” w wykonaniu kapeli braci Dudków ze Zdziłowic]


Dodaj komentarz