Mimo ukończonych szkół, dyplomów, magistrów, certyfikatów i zaświadczeń – tak naprawdę wiem i umiem bardzo niewiele. Jeśli miałabym się zastanowić, co dokładnie, to po dłuższym namyśle, powiedziałabym, że… ee… eee…
Czekajcie, myślę…
Umiem zbudować laboratorium cybernetyczne ze szpargałów w skali 1:12; zwinąć język w rurkę; łowić ryby na spinning i dotknąć kciukiem przedramienia. Umiem czytać i pisać. Rzeźbić lalki i leczyć mopsy. Umiem słuchać. Zrobić mostek. Ginger chickena i muffiny. Kochać. Posługiwać się wiertarką, szlifierką, wyżynarką i dłutem. Umiem wybaczać. Spać na stojąco w autobusie. Robić coś z niczego. Milczeć. Czekać. Własnoręcznie wypchnąć nocą Saaba z oblodzonej dziury. Umiem się bawić. Wymyślać historie. Ćwiczyć jogę. odchudzać się. Oraz wpierdalać się zupełnie niechcący w najbardziej pojebane sytuacje międzyludzkie.
Umiem też wychodzić z depresji. I wciąż w nią wpadać.
Nie wiem jeszcze, jak poradzę sobie tym razem. Bo że wyjdę z tej czarnej dupy, to oczywiste i nie ulega kwestii. Pytanie tylko: jak?
Połączone siły Seroxatu i maksymalnej dawki Wellbutrinu honorowo nie dają za wygraną, ale tak naprawdę ledwo mnie ciągną. Z odsieczą idzie terapia, witaminy, sen i olej kokosowy. Do tego mopsy, Syd i Stara Krawczykowa. Czarny turmalin, górski kryształ, mirra i kadzidło. Muzyka. Głębokie przebaczanie, całkowite uwalnianie, biologia totalna i ho’oponopono. Pisanie, dużo pisania. Trening, poranne wstawanie, chłodny prysznic. Wychodzenie z domu, na siłę. Próby kontaktu, nieporadne fchuj, ale jednak. Mało internetu. Głęboki wdech i odbieranie telefonu. Praca. Kino. Wszystko, co zagłusza myślenie i powstrzymuje przed zapadaniem się w sobie.
Zrobię wszystko, co tylko zdoła utrzymać mnie na powierzchni. Ostatnio zastanawiałam się, czy byłabym w stanie uwierzyć w jakąś religię, ale chyba nie. Prędzej w plejadian, przestrzeń wariantów i moc kryształów. Oraz częstotliwość A= 432 Hz. Tylko nie w siebie.
Jest mi tak strasznie głupio i wstyd.
Dziewczyny w moim wieku umierają na raka.
A ja jestem zdrowa. Tylko nie umiem żyć.
Gdybym była wierząca, powiedziałabym, że to grzech.
Chociaż… nawet nie wierząc, uważam to za grzech.


Dodaj komentarz