dzień 02: wtorek, 26 lipca 2016
wstałam o 6.00 rano, po zaledwie 4 godzinach snu.
prysznic, spacer z Mopsimi Paróweczkami, a następnie…
szturm na lodówkę.

⇒ odżywianie wg programu METABOLIC BALANCE (czytaj…)
no to sobie dzisiaj poszalałam….
śniadanie: jajko na twardo, 3 plasterki sera owczego, banan, mango – nie, to nie jest Metabolic Balance, tylko mega-skucha!

obiad: ser kozi typu feta, awokado, cykoria, oliwki – a 1,5h później: kawałek łososia zapiekanego w bezglutenowym cieście + Yerbata (słodzona!)

kolacja: duszone kurki z cykorią
⇒ motywacja: Myślenie wyszczuplające / Dieta dr Beck (czytaj…)
ćwiczenie (2) Wybierz dwie rozsądne diety (czytaj…)
Kwestia bardzo na czasie, bo aktualnie przeżywam kryzys odnośnie Metabolic Balance. Nie, nie zwątpiłam w skuteczność tej diety, wręcz przeciwnie! Chodzi tylko o to, że wizja Gabriela, zakładająca totalne zaufanie samemu sobie w kwestii jedzenia, jest naprawdę kuszącą opcją. Tyle że dla rozsądnych osób. Ja taka nie jestem i boję się, że popłynę…
Pisałam Wam kiedyś, że „jestem osobą, która organicznie nienawidzi ograniczeń, planów, restrykcji rygorystycznych wytycznych – w życiu. Ale paradoksalnie! – dieta oparta na tych (znienawidzonych w życiu) założeniach jest dla mnie wprost idealna! Dlaczego? Bo staje względem mnie okoniem! Jest kamieniem, na który trafia moja kosa :) Nie ma tu miejsca na kombinowanie, negocjacje i odstępstwa od jasno określonych zasad. Albo się na nie decyduję, albo do widzenia. To stawia mnie do pionu. I trzyma w ryzach. Wiem dokładnie, co będę jadła; usuwam z pola widzenia wszelkie zagrożenia; podejmuję świadomą decyzję o zaprzestaniu dietetycznego grzeszenia i się tego trzymam”.

Nadal tak uważam, ale boję się, że reżim diety MB stoi w skrajnej opozycji do założeń metody Gabriela i że lada chwila, idąc dalej, natrafię na mega problem i stanę przed dylematem:
– albo Metabolic Balance i gwarancja szybkiej utraty wagi
– albo Metoda Gabriela i próba dokopania się do problemów leżących u podstaw moich potyczek z odżywianiem…
⇒ wsparcie: METODA GABRIELA (czytaj…)
Jon Gabriel nie ustaje w wysiłkach, by rozgrzeszyć mnie za wyhodowanie sobie wielkiej dupy i grubych ud. Bardzo to miłe z jego strony, ale nadal nie rozwiązuje mojego problemu. Co prawda autor – podczas wczorajszej „lekcji” – obiecał, że jeśli zastosuję się do 3 złotych zasad jego programu, czeka mnie podium zwycięzcy, ale poki co zasady te jawią mi się nieco mgliście:
1. Codziennie dostarczaj swojemu ciału potrzebnych składników odżywczych w strawnej i przyswajalnej dla niego postaci
2. Stosuj techniki zwalczające umysłowe i emocjonalne przyczyny nadwagi – przed snem słuchaj wizualizacji z płyty lub stosuj ćwiczenia wizualizacyjne
3. Wizualizuj ideał sylwetki, do którego dążysz oraz swój wymarzony wygląd
[więcej CZYTAJ tutaj: ODCHUDZANIE [01]: Dieta, trening i… krew w piach ]
Jon, dzięki, że nie każesz mi kupować jakiegoś magicznego wisiorka czy namagnetyzowanego breloczka, bo tego bym „nie zniesła”! Poza tym – z jakiej niby „płyty” mam słuchać tych wizualizacji, skoro polski wydawca Twojej książki nie dołączył żadnego nośnika, ani linka do pobrania mp3. Żarty sobie robisz?
Mechanizmy FAT – prawdziwa przyczyna tycia
Masz nadwagę nie dlatego, że za dużo jesz! Nie jesteś słabeuszem, leniem, obżartuchem pozbawionym dyscypliny, ucieleśnieniem błędnego i karygodnego stereotypu „grubasa”. Masz nadwagę, ponieważ chce jej twoje ciało. (…) Twoje ciało ma zdolność zmuszania cię do tycia, jeżeli z jakiegoś powodu chce obrosnąć tłuszczem. Wyposażone jest bowiem genetycznie w pewne mechanizmy przetrwania, stworzone po to, aby twoja waga rosła albo utrzymywała się na tym samym poziomie, jeśli to ma ocalić ci życie. Nazywam je „mechanizmami FAT” – służą one wykorzystaniu twojego ciała jako magazynu tłuszczu.

O tak, gargantuiczna idea ciała jako worka na trzewia, tłuszcz i nieczystości bardzo do mnie przemawia. Jest to na swój sposób ironicznie urocze, zwłaszcza gdy z takim obłędem w oczach usiłujemy wygładzić i wymuskać naszą zewnętrzną powłokę, choć w istocie jesteśmy kupą gówna. Serio, bez urazy, takie są fakty. Odchudzając się, używamy często eufemizmów w stylu: zrzucanie kilogramów, wysmuklanie sylwetki, idealnie wyrzeźbiona figura. Podczas gdy w większości przypadków to są raczej: krew, pot i łzy, przy kluczowym udziale procesu wydalania z organizmu wszelkich zanieczyszczeń.
Skrót „FAT” oznacza tu famine and temperature, czyli „głód i temperatura”. W odległej przeszłości działanie tych mechanizmów było dla człowieka korzystne. W okresach głodu czy zlodowaceń posiadanie dodatkowego zapasu tkanki tłuszczowej pozwalało przeżyć, więc pojawił się mechanizm odkładania tłuszczu. Uaktywnia się on także u kobiet w ciąży, aby mogły zgromadzić dostatecznie dużo dodatkowej masy w celu odżywienia rozwijającego się płodu. Mechanizmy te wytworzyły się u wszystkich ssaków. Na przykład u zwierząt zapadających w sen zimowy włączają się one w miesiącach poprzedzających zimę, aby zmusić ich organizmy do zgromadzenia możliwie największych zapasów.
Choć dzisiaj większość z nas nie musi obawiać się głodu, mechanizmy FAT wciąż są częścią naszego dziedzictwa genetycznego. Problem w tym, że czasami ciało daje się oszukać i włącza je, sądząc błędnie, że tycie i utrzymywanie zapasu tłuszczu z jakiegoś powodu wiąże się z zapewnieniem nam bezpieczeństwa. Twoje ciało działa w rzeczywistości w twoim interesie. Nie próbuje cię ukarać ani nie robi ci na złość.
No tak, opisowe ujęcie mojego odwiecznego problemu z ciągłym poczuciem zagrożenia. Wbrew pozorom blogowego ekshibicjonizmu czy otwartości w mówieniu o sobie pośród znajomych – jestem introwertyczką. Owszem, lubię ludzi, nie mam fobii społecznej, poznawanie nowych osób nie stanowi dla mnie problemu. Jednak najlepiej czuję się, będąc sama – w ciszy, odgrodzona od świata zewnętrznego, wycofana i schowana, pogrążona w tym, co dzieje się w mojej głowie.

Kiedy jednak wyjście do ludzi jest nieuniknione, wtedy staram się być „normalna” i w miarę kontaktowa, choć nie zawsze mi się to udaje i często pozostaję w swojej dźwiękoszczelnej szklanej bańce. Najbezpieczniej czuję się z Syd i mopsami. Wtedy jestem wesoła, rozśpiewana, rozgadana, pełna pomysłów i żartów. Spontaniczne i żywe kontakty towarzyskie utrzymuję z kilkorgiem najbliższych znajomych – wtedy jestem naturalnie pobudzona, energia wypływa szeroką falą. Lubię ten stan.
Ale na co dzień – zapadam się. Naprawdę rzadko odbieram telefon. Kiedy do drzwi zapuka listonosz, kurier lub pani z administracji – przeważnie chowam się w łazience. Unikam, uciekam, ukrywam się. Czy warstwa tłuszczu pomaga mi w odgradzaniu się od świata i ludzi?

Kiedy uruchamiają się mechanizmy FAT, w ciele zachodzą pewne słabo uchwytne zmiany hormonalne i chemiczne, dzięki którym tyjemy i nie możemy schudnąć. Proces ten przebiega następująco:
♦ ZMIANY CHEMICZNE POWODUJĄ: ⇒ W WYNIKU TEGO: ♦ zwiększenie uczucia głodu i chęć spożywania bardziej tuczących potraw
⇒ przyjmujesz więcej kalorii
♦ spowolnienie metabolizmu; czujesz się zmęczony,
ospały i nie możesz się ruszyć⇒ spalasz mniej kalorii
♦ trwałe przejście ciała w tryb odkładania tłuszczu; odkładanie tłuszczu zachodzi z łatwością, a spalanie – z trudem⇒ wszystkie niepotrzebne kalorie odkładają się
w twoich komórkach tłuszczowych i nie są spalaneW trakcie tych procesów chemicznych i hormonalnych twoje ciało sprawia, że odczuwasz wilczy apetyt, więc przyjmujesz więcej kalorii, jednocześnie spalając mniej i odkładając wszystko, co się da, w komórkach tłuszczowych.
Z jakiegoś powodu twoje ciało zostało oszukane i uruchomiło mechanizmy FAT. To może przytrafić się każdemu (…) Odrzuć więc wszelkie poczucie winy, frustrację i inne negatywne uczucia, które dręczą cię w związku z niepowodzeniami w odchudzaniu. Nie zamęczaj się pytaniami, co jest z tobą „nie tak”! Po prostu działają twoje mechanizmy FAT, to wszystko.

No tak… Najwięcej, bo niemal 30kg, przytyłam w trakcie wielomiesięcznej depresji. Nie wiem, co sobie wtedy myślał mój organizm, ale być może uznał, że oto znalazł się w najczarniejszej dupie i za wszelką cenę musi walczyć o przetrwanie. A jak wiadomo – hipopotam ma większe szanse niż mrówka. Więc o to w tym wszystkim chodzi? O atawistyczną wolę życia? O zwierzęcy instynkt samozachowawczy?
Nie jesteś „słabszy” ani „mniej zdyscyplinowany” niż ludzie szczupli. Jedyna różnica między tobą a naturalnie szczupłymi polega na tym, że twoje mechanizmy FAT działają, a ich nie. Być może masz właśnie więcej siły i dyscypliny od osób szczupłych. Oni jedzą to, na co mają ochotę. Gdzie tu dyscyplina? Ty przynajmniej wkładasz wysiłek w samokontrolę. Smutna ironia tej sytuacji polega na tym, że twoje wysiłki, choć podejmowane w dobrej wierze, mogą jedynie pogarszać problem, a nawet być jego przyczyną!

Pamiętacie książkę Nancy Etcoff „Przetrwają najpiękniejsi”? Trochę to smutne i paradoksalne, że zarówno uroda, jak i tusza – to dwie domeny opresji i dyskryminacji, ale też gratyfikacji. Pięknym i szczupłym jest podobno w życiu łatwiej. Co mają grubi? Większe szanse na fizjologiczne przetrwanie? Jasne, z cukrzycą, miażdżycą i depresją. Sto lat, sto lat, niech żyją, żyją nam…

Nie kumam mechanizmu FAT.
PODSUMOWANIE DNIA:
♦ waga: 70kg
♦ dieta: zjebałam.
♦ grzechy i występki: i to, i to
♦ ilość wypitej wody: 1,5 l
♦ suplementy: brak
♦ aktywność fizyczna: słabo
♦ samopoczucie: byle jak…
Przyłączysz się? Ciałopozytywnie o życiu, tyciu i chudnięciu



Dodaj komentarz