dzień 00: niedziela, 24 lipca 2016

Zaczęłam się odchudzać w minioną niedzielę i choć wystartowałam naprawdę zacnie, to – jak zapewne zauważyłyście – notki krzewiące ideę weight-loss’u i samoakceptacji bynajmniej nie pojawiały się tutaj jak grzyby po deszczu. Oczywiście, że przyznam Wam się do wszystkiego, ponieważ z głębi serca wyznaję filozofię „Don’t bullshit me, bitch!” i nie będę Wam ściemniać, że przez cały tydzień odchudzałam się jak dzika, ale zapomniałam notować, bloguś mi się popsuł, dzieło Jona Gabriela wpadło mi do sedesu albo wiatr zerwał internet. Albowiem stało się coś innego.
Otóż.
Mili i Drodzy Memu Sercu, dowiedziawszy się o mej niespodziewanej (no grom z jasnego nieba!) decyzji dietetycznej, postanowili, iż pożegnają jadłospis wraz ze mną. Czy pisałam Wam ostatnio, jak wygląda pożegnanie z jadłospisem? No więc tym razem wyglądało tak:

I niech pierwszy rzuci pitą ten, kto oparłby się takiej indyjskiej uczcie.
A do tego tradycyjnie – wiadomo, bursztynowy napój bogów z colą i lodem.
Także ten…
(…)
Nareszcie jest szansa na to szczupłe seksowne ciało, jakie zawsze chcieliście mieć.
Ile w coli błonnika? Zero gram.
Ale potem byłam grzeczna, trzymałam się ładnie prawie cały tydzień.
Aż do wczoraj…
Ale to weekend. To się wcale nie liczy!
Choć zwykle liczy kalorie, w ten weekend mało policzył
To niełatwe przecież kultywować ciało w stolicy (…)
Jest problem, dobrze wiesz jaki
Po paru lufach masz ochotę na te WieśMaki –
brzuch burczy, nozdrza węszą niby zwierz jakiś…

No dobra. Koniec z tym. Czytam Gabriela, więc próbuję siebie akceptować ze wszystkimi słabościami.
Choć i tak się pilnuję! Zero nabiału (laktoza, kazeina), pieczywa i makaronów (gluten) czy słodyczy.
Tymczasem dupa i tak rośnie. Ale o tym już chyba pisałam, prawda?
⇒ odżywianie wg programu METABOLIC BALANCE (czytaj…)
Cały czas się waham, na ile reżim diety Metabolic Balance wpisuje się w żywieniową afirmację programu Gabriela. Ponoć, słuchając głosu serca, zaczął od wpierdalania wszystkiego i w każdych ilościach, ale może uznajmy, że ten etap mam już za sobą? I że teraz… sama z siebie, dyskretnie popycham własny organizm w kierunku jasnej strony mocy? I że moje ciało samo tego chce, pragnie i pożąda?
No bo jeśli przez kolejne 2 miesiące, mam sama ze sobą pertraktować, czy butterchicken i whisky kwilą rzewnie w głębinach mojej duszy, czy też może pragnę ich z przyzwyczajenia – to będzie raczej słabo

⇒ motywacja: Myślenie wyszczuplające / Dieta dr Beck (czytaj…)
No i tu będzie zabawa. Walka postu z karnawałem.
Za radą dr Beck będę pytała samą siebie, dlaczego pragnę schudnąć,
a zgodnie z wytycznymi Gabriela – nie spocznę, póki nie dowiem się, czemu moje ciało wciąż chce być grube.

⇒ wsparcie: METODA GABRIELA (czytaj…)
Drogi Gabrielu, we wstępie swojego opus magnum zasugerowałeś mi, że jedyną opcją skutecznego odchudzania jest posłuchanie głosu swego serca i spierdolenie na drugą półkulę.

Niestety, jako reprezentantka polskich pyz, ruskich pierogów oraz klusek śląskich, z przykrością muszę stwierdzić, że większość z nas, owszem spierdoliłaby gdziekolwiek, tylko kto dzieciom obiad ugotuje? Także ten… czy dałoby się schudnąć w opcji stacjonarnej?
Transformacja ciała była dla mnie w ogromnym stopniu także transformacją całego mojego życia. Żyłem w ogromnym stresie, a niektóre rodzaje stresu potrafią zwabić ciało w pułapkę pragnienia bycia grubym, aktywując coś, co nazywam mechanizmami FAT. Cierpiałem na „otyłość na tle emocjonalnym”, która pojawia się wtedy, kiedy dana osoba czuje się bezpieczniej, będąc grubą. * * *
Zdecydowanie tak. Większość z nas cierpi na otyłość na tle emocjonalnym, bo – jak powszechnie wiadomo – największym przyjacielem kobiety wcale nie są brylanty, ale wino, czekolada i lody orzechowe. Ewentualnie czipsy, piwo imbirowe i chlebek z masełkiem. One nigdy nas nie zdradzą; nie wywiną żadnego idiotycznego numeru, tłumacząc się przy tym iście kretyńsko; ani też nie zostawią nas na pastwę losu z dwójką małoletnich potomków. Więc owszem, czujemy się bezpieczniej jako grube, bo przynajmniej żaden popapraniec (czy popapranica) się już więcej nie przypałęta. No i tak… Żarty na bok.
Jest mnóstwo powodów, dla których bezpieczniej jest nam „opakować” nasze ciała miękką warstwą wstrząsoodpornego tłuszczu niż dziarsko iść przez życie z dumnie wypiętą piersią, wyprostowanym kręgosłupem, wciągniętym brzuchem i zacnie spiętymi pośladkami.
Omawiam wiele powodów, dla których nasze ciała mogą pragnąć tycia. Trzeba po prostu je zrozumieć, a następnie nauczyć się sposobów ich eliminowania. (…) Na razie musisz jedynie zrozumieć, że jeśli masz ponad pięć kilogramów nadwagi, których w żaden sposób nie możesz się pozbyć, to znaczy, że twoje ciało ma swój powód, by utrzymywać tę dodatkową masę. Chce być grube i dopóki ten stan trwa, walka z nim jest bezcelowa. * * *
Owszem, mam dokładnie 5 kg, którymi moje ciało „opakowało się” na przestrzeni ostatnich tygodni, mimo że wcześniej zmusiłam je do schudnięcia przeszło 20 kg, a gdy tylko odpuściłam żelazną dyscyplinę, moje ciało cichaczem i pokątnie zaczęło „nadrabiać” braki i odrabiać stracone kilogramy. Dlaczego? – ja się pytam. Przecież było mi tak dobrze i cudownie w odchudzonym kształcie. Mi, mnie – ale być może nie mojemu ciało. Być może przemocą pozbawiłam je tych 20 kg i próbowałam zmusić do szczęścia w formie, której nie akceptowało? No ciało, no… Weźże odpowiedz…

To twoje ciało rozdaje karty. Ono kontroluje apetyt. Jeżeli chce, może sprawić, że będziesz czuć niepohamowany głód niewłaściwych pokarmów w przesadnych ilościach. Ono kontroluje twój metabolizm, więc nawet jeśli uważasz, że potrafisz ograniczać ilość przyjmowanego pożywienia, to pamiętaj, że ono steruje spalaniem energii i gromadzeniem zapasów.* * *
Kiedy tylko przestałam dbać o najniższą możliwą podaż kaloryczną moich posiłków, moje ciało od razu zaczęło pełnymi garściami czerpać ze wszystkiego, co nadprogramowo pojawiało się w moim jadłospisie. Lądowało na talerzu, bo pragnęła tego moja głowa, wmawiając mi, że: muszę się wzmocnić, byłam chora, czuję się osłabiona, mam dzisiaj ciężki dzień, zasłużyłam na nagrodę, przecież nie będę stać z boku kiedy wszyscy jedzą, no co nie napijesz się whisky, to lepiej idź do domu…

Ciało potrafi zmęczyć cię do tego stopnia, że nie będziesz mieć siły na ćwiczenia (…).
Twoje ciało ma także ostatnie słowo w kwestii sposobu spożytkowania jedzenia, którego mu dostarczasz. Może postanowić odłożyć z niego tyle zapasów tłuszczu, ile zechce. Może wybrać odkładanie go w komórkach tłuszczowych zamiast dostarczenia energii mięśniom. Ponadto, kiedy ciało potrzebuje energii, a ty nie dajesz mu wystarczającej ilości pożywienia, może zacząć spalać mięśnie zamiast tkanki tłuszczowej. * * *
No właśnie… Zawsze mnie to zastanawia. Kiedy myślę o aktywności fizycznej i treningu, jestem od razu tak słaba i zmęczona, tak spięta i ciężka, tak obolała i śpiąca, że zamiast wiązać buty w przedpokoju, doczołguję się ledwo do łóżka. Drugim fenomenem są np. „kontuzje znikąd”, które pojawiają się zawsze wtedy, gdy dzień wcześniej naszykuję sobie ciuchy, buty i kijki, zamierzając ochoczo ruszyć do parku – po czym budzę się z bolącym kolanem, strzykającym biodrem lub naciągniętą kostką. No chuj jaśnisty mnie strzelał. Ale co zrobisz? Nic nie zrobisz.

To twoje ciało tak naprawdę jest szefem. Kontroluje metabolizm tłuszczów, a dzięki maleńkiemu obszarowi znajdującemu się w mózgu – tzw. gadziemu mózgowi* – ma wpływ na wiele spośród innych podstawowych mechanizmów przetrwania. Obszar ten determinuje ilość snu, powietrza oraz tłuszczu do zgromadzenia. Jeśli potrzebujesz więcej snu, poczujesz zmęczenie. Jeśli brakuje ci tlenu, sprawi, że zaczniesz mocniej oddychać. A jeśli masz za mało tłuszczu, poczujesz głód. (…) Dopóki twoje ciało będzie przekonane, że utrzymywanie nadwagi oznacza dla ciebie bezpieczeństwo, żądza pochłaniania fast foodów będzie równie silna. * * *
Gadzi… mózg?

Nie, no dobra. Naprawdę koniec żartów.
Gadzi mózg (archipalium / reptilian complex) istnieje i jest najgłębszą, ewolucyjnie najstarszą i najbardziej prymitywną częścią ludzkiego mózgu, która odpowiada za instynkty i odruchy, w tym za procesy życiowe – np. oddychanie, krążenie. Gadzi mózg ma zapewnić jednostce przeżycie, powoduje natychmiastowe reakcje obronne w przypadku niebezpieczeństwa. Dba o zaspokojenie fundamentalnych potrzeb fizjologicznych oraz zapewnienie bezpieczeństwa. Jest tym, co w psychoanalizie nazwalibyśmy obszarem podświadomym – Id – strefą popędów, impulsów, odruchów, instynktów i dążenia do natychmiastowej gratyfikacji. Jest w ścisłym związku z procesami biologicznymi, fizjologicznymi – to właśnie z nich czerpie siłę.
„Id” jest totalnie uwewnętrznione, subiektywne i praktycznie nie posiada żadnej wiedzy o świecie zewnętrznym i jego regułach. Jest jak małe dziecko. Jeśli zostanie nadmierne „pobudzone” – wzrasta poziom stymulacji i dochodzi do stanu napięcia – „id” natychmiast dąży do zredukowania tego napięcia i przywrócenia organizmowi niskiego poziomu energii (= uniknąć przykrości i uzyskać przyjemność). A skoro już jesteśmy przy psychoanalizie i „teorii trójjedynego mózgu” McLeana, której rzecznikiem zdaje się poniekąd być Gabriel, to wypada wspomnieć, że mamy jeszcze dwa inne „mózgi” – mózg ssaków i mózg naczelnych.
Mózg starych ssaków (paleopalium / układ limbiczny) – nieco młodsza część mózgu, nadbudowana nad archipalium; odpowiednik psychoanalitycznego „Ego”, realizujący złożone instynkty, emocje, agresję, seks, uczenie się, spryt.
Mózg wyższych ssaków / Mózg naczelnych (neopalium / neocortex) – to najmłodsza i najwyżej położona struktura mózgu – tzw. „nowa kora”; zachodzą w niej procesy myślowe, umożliwiając nam racjonalne działanie, myślenie abstrakcyjne, wyobraźnię, inteligencję. Ot, psychoanalityczne „Superego”.
Te „trzy mózgi” – obecne wyłącznie u człowieka – są ściśle ze sobą powiązane i razem odpowiadają za sterowanie wszystkimi najistotniejszymi procesami naszego życia. Jeśli działają spójnie, to pół biedy. Gorzej jeśli nie.

Ludzie otyli zawsze byli oskarżani o słabość, lenistwo i łakomstwo, nie tylko przez ogół społeczeństwa, lecz także przez większość pracowników służby zdrowia. Pamiętam, że zawsze, gdy przekraczałem próg gabinetu lekarskiego, doktor patrzył na mnie w sposób mówiący: „Aha, ten facet kompletnie nie dba o siebie”. Choć było to dalekie od prawdy, tak właśnie byłem postrzegany. ZAWSZE. * * *
Jeśli mam być szczera, to… widząc na ulicy nieznaną mi, otyłą osobę – zanim pomyślę o jej tuszy w kategoriach problemu czy zmagania z samym sobą, to w pierwszym odruchu – owszem, myślę: „Nie dba o siebie, zapasła się. Jak mogła się tak utuczyć?!”. I jestem w pełni świadoma tego, że kiedy ważyłam 85 kg – wiele osób, nawet znajomych, postrzegało mnie podobnie. Moja Mama załamała ręce, jęknąwszy: „Oleńko…, kiedy TO się stało?”, a znajomy z innego miasta nie krył przerażenia: „Olga, wyglądasz MONSTRUALNIE…”

Nie oczekiwałam od nikogo, że pod moimi fałdami tłuszczu dostrzeże mega depresję i kompletne nie-radzenie-sobie-z-rzeczywistością. Byłam po prostu gruba. Bo żarłam. Dlaczego? Bo tego potrzebowałam.
Otyłość nie bierze się z powietrza, zaburzeń hormonalnych, depresji czy nietolerancji glutenu. Bierze się z żarcia. Reszta spraw tylko mu towarzyszy. Żarciu.
To tak, jakby ktoś ci powiedział, że śpisz za dużo, więc powinieneś spać tylko dwie godziny w ciągu doby. I całe społeczeństwo, wszyscy znajomi, ocenialiby cię jako słabeusza i lenia, ponieważ śpisz tak dużo. Być może przez pewien czas zdołasz funkcjonować, śpiąc tylko dwie godziny, ale prędzej czy później będziesz potrzebować dłuższego snu – „sennego obżarstwa” – ponieważ twoje ciało zacznie się go domagać, niezależnie od tego, co mówi społeczeństwo. Z jedzeniem jest dokładnie tak samo. * * *
Moje CIAŁO chce żreć.
Bo JA mam jakiś problem.
Tylko jaki?

* * * wszystkie cytaty pochodzą z książki Jona Gabriela „Metoda Gabriela. Jak schudnąć bez diety?” wydanej przez wydawnictwo Vivante, 2015.
Przyłączysz się? Ciałopozytywnie o życiu, tyciu i chudnięciu





Dodaj komentarz