Bardzo ładnie utrzymuję się na powierzchni, na bezpiecznym suchym lądzie. Zaprawdę, całkiem-całkiem. Co znaczy, że staram się nie myśleć zbyt wiele – tylko robić, działać, poruszać się w przestrzeni. Trochę nawet uciekać, przed samą sobą. Nie zawieszam się, a przynajmniej próbuję, trzymam wyobraźnię na wodzy, na krótkim postronku – niczym pół prosiaka, z którym maszeruję przez wieś, udając, że wiem dokąd. Nie rozglądam się, nie daję się zwieść pozorom i reszcie nadmiernych bodźców, które – jak zwykle – odczuwam cała powierzchnią skóry, ale teraz – strzepuję je pospiesznie i z miejsca próbuję zapomnieć, że cokolwiek.
To nie jest łatwe, wcale.
A Ty raczej nie pomagasz.

wystarczyło, że to napisałam. w ogóle – pomyślałam o tym.
i dobry nastrój szedł się gonić.
ja to jednak jestem jebnięta.
fuck.


Dodaj komentarz