
Czasem zastanawiam się, czy jestem potrzebna. A jeśli tak – to komu i właściwie do czego. Tyle tytułem wstępu z dupy i nie na temat. Piję czwarte espresso i nadal jestem nieobecna, bez stałego łącza z rzeczywistością i rejonami ościennymi. W naszej kamienicy wyłączyli wodę, gołębie zasrały balkon, schowałam zimowe ciuchy akurat wtedy, gdy spadł z deszczem, jaram się nowym singlem Heya, podłączam Kumokowi kroplówki, przygotowuję tabletki i zastrzyki, ogarniam jakieś zlecenia i nie mogę z niczym nadążyć, wciąż sprzątam, myślę, czy ściąć włosy na grzywkę czy sobie darować, bo i tak niczego to nie zmieni, łykam seroxat z wellbutrinem, czuję się całkiem nieźle, chudnę i smukleję, chciałabym poznać nowych ludzi, ale się boję, bo uważam, że jestem już stara i niefajna, a w zasadzie to bardziej jestem już psem niż człowiekiem i wcale mi nie żal. A Wy – co robicie w ten szary dzień w samym środku marca 2016?


Dodaj komentarz