Ciężko jest mi wrócić do pisania bloga, nie da się ukryć. Nie chcę go jednak porzucać. Może przez sentyment, a może przez wzgląd na względy i nadzieję, że jeszcze kiedyś odbiję się od dna. I podskoczę. Nieco powyżej własnej dupy.
Jest wiele spraw i jeszcze więcej rzeczy, o których mogłabym – albo chciałabym – napisać. Ale nie umiem. Nie wiem, odzwyczaiłam się. Onieśmieliłam i wycofałam.
Chciałabym tu wejść z powrotem, rozgościć się, rzucić torbę, zdjąć buty, zrobić sobie kawę, włożyć dres. Home is where the bra comes off.
Póki co kręcę się, krążę, przesuwam palcem po zakurzonych linijkach kodu html. I nic. Nic mi nie wychodzi. Mimo że mnożę tu teraz słowa, które praktycznie nic nie znaczą, ale chcę – chcę, żeby tu były i póki co wypełniły puste miejsce kolejnej nienapisanej notki.
Trochę tak jak z piosenką, której tekst jest bardzo zły, bardzo banalny i jeszcze bardziej nieporadny. Ale jest. A tymczasem – melodia piękna i całkiem miło zaśpiewana.


Dodaj komentarz