moja akademicka profesorka od gramatyki opisowej (przemiła starsza dama ze szklanym okiem)
zwykła mawiać, że “na polskiej składni to ona zęby zjadła” –
czyli, że się niby zna się na niej jak jasna cholera. albo nawet bardziej.
niestety nie jestem pewna, czy ja sama mogę się pochwalić podobną znajomością
jakiegokolwiek tematu. no nie wiem, może… eee… eee… yymmm…
oh fuck me, fuck my life, niestety nie znam się na niczym.
ale na przykład… tak teoretycznie… dajmy na to… hipotetycznie…
czy ja, Olga, znam się na kobietach? czy ja na kobietach zęby zjadłam?
czy może raczej tylko nerwy sobie zszargałam?
postanowiłam to sprawdzić!
pokaż mi, kobieto, swą torebkę, a wzorem psycholożek z Twojego Stylu,
trendsetterek z Cosmopolitan i holistycznych wróżbitek ze Zwierciadła –
powiem Ci, kim jesteś! lub kim mogłabyś być, gdybyś tylko ogarnęła ten burdel.

przy okazji dowiesz się, jak przeżyć orgazm na czterdzieści osiem sposobów,
doczyścić zlewozmywak podgrzanym octem, pomalować sobie kocie oczy
i zwymyślać szefa, cytując “Czarodziejską Górę” Tomasza Manna.

Oj nie, wcale ten pomysł z torebką głupi nie jest! :) a ja spojrzałam i się sama ubawiłam zawartością swojej :)
W załączniku zdjęcie – przepraszam za niewyprasowane tło, ale czasu brak. W sumie tło mojego życia też raczej niewyprasowane, wiecznie noszę na sobie sierść, jako symbol wyzwolenia i tolerancji (dumna matka dwóch mopsów) i raczej rzadko moje ciuchy zachwycają gładkością. Ot, taka awangarda w domu i w zagrodzie. Przecież nie szata zdobi człowieka, prawda? :)
Po przejrzeniu zawartości torebki ogłaszam sukces – udało mi się wyeliminować manię noszenia nożyczek, śrubokrętów, kleju, farb i innych! Znaczy – najpewniej dojrzewam. Już chyba czas, niedługo stuknie 26:)




Do tego jeszcze kanapki, jogurt i cukierki, ale już zeżarte! Dzięki Tobie znalazłam latarkę diagnostyczną do gardła i uszu, a juz myslałam, że mi zginęła


Burdel na kółkach + kilo okruchów od bułek i innych zapychaczy. Jest aparat ortodontyczny córki w pojemniku – rybce, cukier z knajpy (nikt nie słodzi, a ja zabieram, bo… tak mam), kamienie – bo ładne, portfelik i układanka córki, koniecznie niezbędne cukierki z Lidla, zasmarkane chusteczki, kolczyki, które zginęły mi pół roku temu, zeszłoroczny list córki do Mikołaja, łyżka (?) i jakieś narzędzie ostre, podpicznik, stara legitka krwiodawcy oraz inne dobra… Generalnie nie sądziłam, że tyle tego noszę :/


Wlascicielka : Kobieta palaca papierosy ( !!! Oh, no !!), matka pracujaca , balagniara bez stylisty :}


Pola o swojej torebce: jakieś internety mobilne, milion telefonów, pendrive, usb wifi, witamina C (znaczy tablety w orendż;),
podpaski sztuk dwie, dokumenty – stary dowód (noszę bo tam grupa krwi wstęplowana), karty płatnicze, klucze, kosmetyki,
cukierek eukaliptusowy, klucz szyfrujący do autocada…długopis i pół gumy orbit miętowej w pastylkach…


Reszta ograniczona jest do minimum, bo torba jest już bardzo ciężka i wypchana wiedzą, którą roznoszę po ludziach.
dwa markery, cienkopis PILOT do rysowania (najlepszy na świecie), ołówek, miętówki, chusteczki do nosa, mini perfumy ze sklepu arabskiego,
cośtam do ust. I lniana torba w razie nagłej potrzeby (np trzeba gdzieś włożyć znalezisko z second handu).


„Wygląda tak, jakby mi się torbina wyrzygała!”






Dodaj komentarz