
„Madryg Podświtalski Młodszy obudził się około jedenastej w południe, przetarł zmęczone oczy, napił się wody z kranu (mleko w spółdzielni było nie opłacone), zasiadł przy stole i na kartce wyrwanej z zeszłorocznego kalendarza napisał następujące słowa: Zaczynam nowe życie.
Przyjrzał się rozchwianym i niepewnym literkom, westchnął i zdecydowanym ruchem przekreślił je kilka razy. Wziął z kredensu czerwona kredkę, która zapodziała się tam przypadkowo i dwa razy większymi literkami napisał:
Stanowczo i zdecydowanie zaczynam nowe życie. Żadnego picia, żadnego włóczenia się po nocach. Ponadto: golić się dwa razy dziennie. Do pracy przychodzić za pięć ósma. Przeglądać rubrykę „Dorabiamy sobie” i dorobić sobie. Kupić morska świnkę zaniedbanej córeczce sąsiadów. Opanować przynajmniej jeden obcy język. Zerwać z Dziunią, oświadczyć się Tekamerze. Zaglądać do matki, zreperować jej lodówkę. Przynajmniej raz w tygodniu spotykać się z inteligentnymi znajomymi i rozmawiac na powazne tematy. Oddać 10d. Mufce Cichobędzkiej. Ćwiczyć jogę. Dentysta – koniecznie!
My, słuchacze i słuchaczki naszego wiecznokursu, a także ja, wasz natchniony wykładowca, z wrodzoną nam błyskotliwością potrafimy przewidzieć, co zmieniło się w życiu Madryga po sporządzeniu owej Karty Przyszłości (tak bowiem w myślach nazwał swoje zapiski). Nic. Nic się nie zmieniło.
Pito i włóczono się po staremu, golono się, kiedy popadnie, do pracy przychodzono lepiej nie mówić kiedy. Czytano wyłącznie “Rozrywkę”, z Dziunią nie zerwano (wprost przeciwnie), Tekamerę zaś (słodką Tekamerę!) zrażono do siebie nocnymi telefonami z następującym tekstem: Słuchaj, opowiem ci dowcip. Przychodzi baba do lekarza, a lekarz też baba. Dobre, co? I tak siedem razy! Poza tym o jodze nie ma co mówić, o dentyście nie ma co mówić, a co do rozmów z inteligentnymi znajomymi, to jakoś po prostu samo nie wyszło. Albo wyjechali za granicę, albo nie mieli czasu dla Madryga, tak że w końcu najczęściej spotykał się z panem Waldkiem i razem skreślali totka.
Ze wszystkich przyrzeczeń Madryg spełnił tylko jedno: kupił morską świnkę. Zapomniał ją jednak ofiarować zaniedbanej dziewczynce. Zatrzymał ją dla siebie i nauczył pić wódkę z pieprzem. Po nocach we dwójkę niemożliwie hałasowali, tańczyli oberki i węgierskie poleczki, a także puszczali płytę “Gdy wrócisz do mnie z Bazylei” w wykonaniu Iwony Niedzielskiej. (…)”
[Agnieszka Osiecka, Zaczynam nowe życie, w: Rozmowy poufne]



Dodaj komentarz