czasem myślę sobie, że nadaję się tylko do zbierania mopsiego gówna.
no dobra, przeważnie myślę sobie, że nadaję się tylko do zbierania mopsiego gówna.
czasem wydaje mi się, że jest inaczej, ale to wrażenie dosyć szybko mija.
poczucie bycia totalnie nieważną i nic nie wartą towarzyszy mi permanentnie,
co jednak staram się skrzętnie ukrywać, kozakując ile wlezie albo po prostu unikając konfrontacji ze światem zewnętrznym. nie podejmuję wyzwań, wycofuję się z jakichkolwiek działań, zawieszam starania, minimalizuję oczekiwania. z ludźmi utrzymuję kontakty raczej sporadyczne i ograniczone do grona zaledwie kilku osób. zawsze stawiałam na jakość. i jeśli miałam się starać, to dla kogoś naprawdę szczególnego. dlatego tym bardziej mam już dość. mam dosyć słuchania o tym, jak powinnam się zachować i co powiedzieć, by nie zranić, nie urazić, nie dotknąć, ale wesprzeć, pomóc i trwać. mimo wszystko. na rzęsach. podpierając się nosem. odporna na wszystkie wstrząsy, szarpnięcia i upadki. bardzo proszę, jestem do dyspozycji. ale.

naprawdę tak trudno to zaakceptować…?

dlatego w chuj ciężko jest mi się podnieść do pionu.
i jeszcze trudniej odzyskać poczucie własnej wartości.
oraz tego, że cokolwiek dla kogoś znaczę.


Dodaj komentarz