śni mi się rzęsisty deszcz perseidów, które chwytam garściami i pakuję sobie do kieszeni, patrząc jak – trzymane zbyt długo w dłoniach – żółkną i matowieją, a dotknięte językiem w smaku przypominają podłą księżycówkę i bimber najgorszego sortu.
śni mi się, że to wszystko sen, który już kiedyś mi się śnił, ale nie mogę przypomnieć sobie pory roku.
śni mi się zamordowana dziewczyna z pociętą twarzą, której pokawałkowane ciało ktoś skrupulatnie i metodycznie układa w wielkiej metalowej skrzyni, a potem wypływa na pełne morze i wyrzuca ją za burtę. martwa dziewczyna przez chwilę unosi się na falach, aż w końcu znika w głębinie. uśmiecham się. bo i ona się uśmiecha.

oprócz tego unikam. głównie unikam –
ludzi, miejsc, sytuacji. wszystkiego, głównie wszystkiego.


Dodaj komentarz