kiedy mój młodszy brat, Wojtek, był jeszcze małym chłopcem – a i ja byłam też zupełnie nieduża – zwykł wyładowywać swoją życiową frustrację mantrycznym powtarzaniem magicznego zaklęcia, które brzmiało: główno-dupa-siki-kupa. główno-dupa-siki-kupa. główno-dupa-siki-kupa. i tak dalej, bez końca, dopóki mu nie ulżyło.
no i tak, tytułem wstępu. dzisiaj miałam taki dzień, że nic, tylko główno-dupa-siki-kupa. główno-dupa-siki-kupa. główno-dupa-siki-kupa. główno-dupa-siki-kupa. główno-dupa-siki-kupa. główno-dupa-siki-kupa. główno-dupa-siki-kupa. główno-dupa-siki-kupa. główno-dupa-siki-kupa.
najpierw zaspałam. „Skalpel” z Chodakowską pojechał wpizdu. potem było już tylko gorzej. śniadanie zjadłam co prawda dietetyczne, ale jakieś dwie godziny po nim już stałam pod drzwiami lodówki i niemal wyłam. ale nie z głodu, tylko z jakiegoś mentalnego szaleństwa gastronomicznego.
WAGA: 65,5 kg
SUPLEMENTACJA: sracja. dupacja.
AKTYWNOŚĆ PORANNA: przecież napisałam, że zaspałam, nie??!!
AKTYWNOŚĆ WIECZORNA: goń się.

mam takie dni, kiedy staram się być spokojna, ale czuję się tak jakby zaraz mózg miał mi eksplodować. nie odzywam się wtedy do nikogo, bo boję się, że zacznę krzyczeć. usiadłam do pracy, choć chciało mi się biegać w kółko. oraz krzyczeć. nic nie pomagało. potem okazało się, że nasi upiorni lokatorzy z Tarchomina uciekli, nie płacąc nam czynszu i opłat za luty. jesteśmy do tyłu tysionc-pińcet zeta. z rozpaczy wydepilowałam sobie wąsy woskiem, niemal odrywając sobie przy tym górną wargę. ubrana w dres z przeceny i stare buty młodszej siostry Syd – postanowiłam zbezcześcić ten dzień już do końca i iść z Syd na kebaba.

no jak ja mam być kurwa blogerką modowo-lajfstajlową bez depresji, skoro tak wyglądam i tak się czuję. japierdolę.
POPEŁNIONE GRZECHY: płatki kukurydziane oblepione jakimś słodko-miodowym szuwaksem. suszi-sklepuszi.
NASTRÓJ: spierdalaj.
MOTYWACJA: powiedziałam – idź i nie wracaj!



dobra, tak naprawdę nie zjadłam ani kebaba ani frytek. Syd zjadła. ja zjadłam surówki z jej talerza, a w nagrodę dostałam suszi-sklepuszi za 20zeta.

siedziałam sobie jak milordzica w aucie zaparkowanym pod najmodniejszymi restauracjami na Żurawiej, Syd nerwowo dopalała papierosa, a ja histerycznie śpiewałam „paroles, paroles…” i wpierdalałam suszi.
o! i tak się zajada wszystkie życiowe kryzysy!

no bo kto da temu wszystkiemu radę, jeśli nie my…?
ale jutro wracam do odchudzania!
ps. Syd ogląda „House of cards” – tam to są dopiero problemy! nasze to przy tym pikuś…
Jeśli macie jakiekolwiek pytania odnośnie programu Metabolic Balance, przeczytajcie koniecznie tę NOTKĘ [klik!], w której dokładnie opisałam ideę tej diety, opis procesu równoważenia metabolizmu oraz czynniki wpływające na naszą wagę, odchudzanie i samopoczucie.
Jeśli chcecie poznać mój Indywidualny Program Metabolic Balance (ułożony dla mnie przez dietetyka MB na podstawie szeregu badań laboratoryjnych) zajrzyjcie TUTAJ (klik!) – w tej notce opisuję wszystkie fazy programu, podaję listę produktów spożywczych wraz z jadłospisem i gramaturą posiłków.
Przyłączysz się? Ciałopozytywnie o życiu, tyciu i chudnięciu





Dodaj komentarz